Bardzo popieram zdrowe żywienie. Sama jem tylko ciemne pieczywo (jeśli w ogóle), Uwielbiam warzywa, a z mięsa w sumie wcinam tylko drób. Myślałam, że jem mądrze i zdrowo. Jak się okazuje, nie. Sprowadzam śmierć i niechybną zagładę na siebie i swoją rodzinę.

DSC_1379

      Kiedy rozszerzaliśmy dietę Olka, dołączyłam do kilku facebookowych grup o BLW, zaczęłam czytać eko blogi eko rodziców i zagłębiać się w tajniki eko żywności.

Nigdy więcej.


      O ile jeszcze artykuły same w sobie są fajne i pokazują, czego unikać albo na co zwracać uwagę, to społeczność, która się wokół nich tworzy przypomina bardzo radykalną sektę.


      Soki, dżemy, keczup trzeba robić samemu. Piec chleb w domu (ciemny rzecz jasna). Warzywa hodować w swoim ogródku (ostatecznie kupować od kogoś kto sam hoduje, jeśli jesteście tak leniwi, że sami nie chcecie uprawiać). Krowę najlepiej doić samemu, a kurczaki mieć własne. Inaczej jesteście złymi rodzicami i trujecie swoje dzieci.


      Podziwiam ludzi, którzy mają czas i siłę robić wszystkie te rzeczy, ale do cholery. Ja nie mam czasu iść się wysikać, kiedy mam robić swój keczup czy piec chleb? W sklepie obok mnie jest tylko mleko UHT, więc powinnam zrezygnować z jego kupna? Pewnie tak, skoro jedna mama chwali się, że ona dziecku kurczaka nigdy nie da, bo to na antybiotykach. U babci na wsi zje, jak w końcu pojedzie ją odwiedzić. Pewnie w wieku lat pięciu.


      Zatwardziałość, konserwatyzm i potrzeba świętej wojny jest u tych ludzi momentami silniejsza niż u dżihadystów. Na jednej z grup mama napisała post. Wesoło wspomniała o tym, że jej córeczka odkąd wprowadzili BLW zaczęła się rzucać na każde możliwe jedzenie. I na ten przyklad BACH wsadziła łapkę w Nutellę i ją oblizała. I się zaczęło. Że to chyba jakiś żart, że jak to Nutella u takiego dziecka? Przecież to sama chemia! I cukier! Że jeść takie świństwa powinna po kryjomu, jak dziecko śpi. A najlepiej to wcale.


Uciekłam stamtąd jak najszybciej, przerażona, co by o mnie pomyśleli. Bo u mnie Olek już rzucił się i wepchnął sobie do buzi drożdżówkę, czekoladę, jakiegoś wafelka. W sumie to wpycha wszystko.


Jestem zła, wyrodna i leniwa. Ale mi się nie chce czytać dokładnie składników wszystkiego, co kupuję. Nie chce mi się samej robić każdy przetwór czy wypiek (chociaż ostatnio zrobiłam rewelacyjny dyniowy dżem). Nie chce mi się z mojego zadupia (bo mieszkam na obrzeżach miasta i nawet do przystanku mam daleko) jechać do centrum tylko po to, żeby dostać eko mleko. Krowy doić tym bardziej nie będę, bo się krów boję.


Powiem więcej. Chociaż ogólnie w domu lubimy jeść owoce i warzywa, to nie mam zamiaru zabraniać Olkowi jak podrośnie jeść parówek, pić soczków ze sklepu czy nawet (uwaga uwaga) iść z nim czasem do jakiegoś fastfooda czy na pizzę. Będę mu kupować soczki ze sklepu, jeśli będzie miał na nie ochotę (chociaż jedna mama napisała, że aż się gotuje, kiedy widzi gdzieś dziecko z takim kupnym soczkiem). Zdrowe jedzenie jest fajne, ale ważniejsze jest zdrowe podejście do niego. Jest kilka wytycznych, których powinniśmy się trzymać, ale nie popadać w skrajności i tępić każdego, kto nie ma całego dnia wolnego na robienie wszystkiego własnej roboty.


Nic dobrego nie uzyskacie, odmawiając dziecku każdej potencjalnie niezdrowej rzeczy. Najprawdopodobniej wcale nie wzbudzicie w nim niechęci do chipsów i innego zła. Po prostu pewnego dnia, kiedy wyrwie się na podwórko z pierwszym kieszonkowym przepuści je na jedzone w tajemnicy śmieciowe żarcie.


I zastanówcie się, czy wy sami jak byliście mali nie jedliście parówek, kurczaków, słodyczy. Nie kupowaliście sobie soczku w kartoniku siedząc z innymi dziećmi na trzepaku? Do tej pory pamiętam, że najbardziej lubiłam taki w niebieskim opakowaniu z pomarańczami. Nie zajadaliście się gwiazdkami Milky Way czy Lays’ami (kupowanymi w sumie tylko dla tazosów).


Uwierzcie mi, nie otrujecie ani nie skrzywdzicie swojego dziecka pozwalając mu wypić tego Kubusia czy zjeść raz na jakiś czas hot doga z parówką, która nie ma w składzie 97% mięsa. Pozwólcie sobie i dzieciom cieszyć się życiem zamiast wprowadzać w domu eko terror. Bo zakazany owoc smakuje najlepiej.