Zamiast uczyć, żeby z nieznajomymi nie rozmawiać, lepiej pokazać, jak to robić bezpiecznie.

dsc_5738


     Jakiś czas temu zobaczyłam film z ciekawego eksperymentu. Mężczyzna z pieskiem zagadywał do obcych dzieci na placu zabaw (oczywiście za zgodą ich rodziców). Dzieci, mimo, że od rodziców słyszały codziennie, żeby nie rozmawiać z nieznajomymi, bez wahania łapały mężczyznę za rękę i szły z nim „obejrzeć szczeniaczki”. Rodzice nie mogli w to uwierzyć. Ja podobnie. Dlaczego? Gdzie w tym wszystkim jest błąd? Jak mamy w takim razie chronić swoje dzieci, skoro powtarzanie, żeby nie rozmawiały z obcymi nie działa? Najwidoczniej zamiast zabraniać, musimy pokazać, jak to robić bezpiecznie.

     Bardzo długo analizowałam ten filmik. Oglądałam raz po raz, starając się zrozumieć, co poszło nie tak. Zwłaszcza, że Olek tez jest takim dzieckiem – ufnym, przyjaznym. Takim, co to nie umie mówić, a już sam do obcych zagaduje. Ludzie też na ulicy sami go zaczepiają. Nie chciałabym, żeby to stracił. Nie chciałabym, żeby przestał być radosny i otwarty na ludzi. Z drugiej strony, moja wyobraźnia jest niezawodna. W jednej chwili stanęły mi przed oczami wszystkie możliwe scenariusze. Przypomniałam sobie sytuację, kiedy dwaj chłopcy porwali dwulatka z centrum handlowego. Zagrożeniem może jak widać każdy. Sąsiadka, inne dziecko, kompletnie obcy facet, który zaczepi nasze dziecko na placu zabaw.

     Formułkę „nie rozmawiaj z nieznajomymi” jest bardzo łatwo obalić. Dziecko niby rozumie, co to znaczy, ale wystarczy, że potencjalny porywacz zastosuje jeden z prostych trików. Przedstawi się dodając: „Teraz nie jesteśmy już nieznajomymi„. Powoła się na znajomość z rodzicami. Stwierdzi, że przecież jest tutaj codziennie, bo jego synek też się tu bawi, więc znają się z widzenia. Nie możemy zabronić dziecku rozmawiać z całym światem. Zamiast tego pokażmy, jak robić to bezpiecznie.

     Nie ma nic złego w przedstawieniu się. To zresztą częsta praktyka na placach zabaw. Nie ma też nic złego w pogłaskaniu pieska czy zabawie ze starszymi dziećmi. Pozwalajmy rozmawiać, ale uczmy zachowywać czujność, ponieważ bardziej niż samej rozmowy, powinniśmy się obawiać tego, co może nastąpić po niej. Podstawową zasadą jest mieć dziecko zawsze w zasięgu wzroku, ale sami wiecie, że jest to niemożliwe. A czasem wystarczy ułamek sekundy, żeby stała się tragedia. Zamiast powtarzać frazes o nierozmawianiu z nieznajomymi, uczmy, żeby nie zostawać z nimi sam na sam. Żeby informowały nas, kiedy tylko ktoś zaproponuje im oddalenie się żeby pokazać pieski czy dać słodycze. Jeśli ktoś przedstawia się, jako nasz znajomy, niech nas zawołają. Rozmawianie z ludźmi, których często widzimy pierwszy raz w życiu, jest czymś, czego nie unikniemy. Nie ma w tym nic złego. Zamiast zakazywać, uczmy ograniczonego zaufania.

     Nie jesteśmy w stanie ochronić naszych dzieci przed całym światem. Nie wiem, jaka (poza zamknięciem w pokoju na klucz) jest recepta na maksymalne bezpieczeństwo dziecka. Zdążyłam za to zauważyć, co na pewno się nie sprawdza. Setki porwań udowadniają, że ukochane przez rodziców „i nie rozmawiaj z nieznajomymi” nie działa.