„Święta krowa!”, „Wywala ostentacyjnie wymiona!”, „Roszczeniowe matki z pieluszkowym zapaleniem mózgu i rozwydrzonymi bachorami!”, „Szczuje cycem, byleby tylko się pokazać!”, „Mamuśki z gówniarzami!”, „Rozkładała nogi, to jej problem!”.

tumblr_nz979j4zjg1r7ojdgo1_1280

Nie istnieje chyba bardziej znienawidzona w opinii publicznej osoba, niż matka. Serio, przebijamy chyba narodowców, lewaków, homoseksualistów, gimbusów i policjantów. Zarówno matki przedszkolaków, jak i te z noworodkami na rękach. Zresztą, nawet ciężarnym się obrywa.


     Wystarczy jedna iskra w dowolnym temacie, żeby zaczęło się ubolewanie nad tym, czemu w społeczeństwie funkcjonują matki z dziećmi. Ścisk w pociągu? To nic, wyobraź sobie, że jedziesz sobie spokojnie, siedząc przy oknie i czytając książkę. Nagle otwierają się drzwi przedziału i wsiada kobieta z dzieckiem. Nie dość, że nie pilnuje dzieciaka, który skacze jak małpa po całym przedziale, to jeszcze śmie poprosić, żebyś pozwolił mu usiąść na chwilę przy oknie.

     Kolejka w sklepie? Ha! Zaraz przyjdzie jakaś z brzuchem, albo z rozwrzeszczanym bachorem i będzie chciała, żeby ją przepuścić. Zamiast zorganizować sobie zakupy jakoś przez neta, poprosić o nie męża czy sąsiadkę, będzie teraz, święta krowa, oczekiwała, że cały świat dostosuje się do niej i do jej dziecka. I jeszcze śmie posyłać zniesmaczone spojrzenia. Niech tylko spróbuje się odezwać, wygarniesz jej wtedy wszystko.

     Spokojny spacer w parku? Na ławeczce obok tłuste babsko wywala obrzydliwe wymiona (i to jeszcze tak, żeby każdy widział), żeby karmić dziecko. Ma przecież chustki czy inne pieluszki, mogłaby się zakryć. Albo ściągnąć pokarm. Albo najlepiej zostać w domu czy karmić mlekiem w proszku. W końcu po to je wymyślili, żeby go używać.

     Sobotni ranek, zatłoczony tramwaj, Ty zdychasz po wczorajszej imprezie. Na szczęście udało Ci się znaleźć miejsce siedzące. Chcesz się chwilę zdrzemnąć, albo przynajmniej posłuchać muzyki na słuchawkach, a tu wystaje nad Tobą waleń w ciąży i się patrzy. Zamykasz oczy i udajesz, że jej tam wcale nie ma. W końcu nie Ty zrobiłeś jej dzieciaka, nie Twój problem. Jak jej na taksówki nie stać, to jak chce dziecko utrzymać?

     Idziesz do restauracji na randkę. Dwa stoliki dalej siada rodzina z dwójką dzieci. Gorzej już chyba być nie mogło. Kto pomyślał zabierać bachory w takie miejsca? Miejsca dla dorosłych są miejscami dla dorosłych i tak powinno zostać. Chcesz zjeść w spokoju kolację i poderwać dziewczynę, nie potrzeba Ci do tego drących japy gówniarzy.

     Siedzisz sobie na ławeczce w parku, bo w końcu wyciągnąłeś dziewczynę z tej obleganej przez szczeniaki restauracji. Kawałek od Was jakaś matka ściąga dziecku spodnie i pomaga mu zrobić siku za krzakami. Teraz to już przesada. Serio? W miejscu publicznym?

     Brzmi znajomo? Na takie teksty można trafić kilka razy dziennie. Matka z dzieckiem jest powszechnie uważana za zło wcielone. Dzieci są głośne, śmierdzące, zaślinione i przeszkadzają, gdziekolwiek by się nie znalazły. Przyjrzyjmy się jednak tym sytuacjom z trochę innej perspektywy.

     Z racji tego, że pociąg był zatłoczony, przedział dla matek z dziećmi okupowała grupa młodych ludzi i jeden Pan Biznesmen z laptopem na kolanach. Matka z trzylatkiem na rękach musiała usiąść w pierwszym wolnym przedziale, jaki znalazła, bo stanie z takim dzieckiem w korytarzu jest zadaniem praktycznie niewykonalnym. Młody pierwszy raz jechał pociągiem, więc wszystko go ciekawiło (i jak to mają dzieci w tym wieku, nie umie usiedzieć na jednym miejscu dłużej niż chwilę). Kobieta widząc zniesmaczone miny pasażerów wpadła na pomysł, jak chociaż na trochę zająć dziecko i ułatwić wszystkim podróż. Kiedy usiądzie przy oknie na jej kolanach, zajmie się mijanym krajobrazem. Postanawia poprosić tego młodego chłopaka, który i tak czyta książkę, czy może zamienić się z nią miejscami.

     Kobieta w ósmym miesiącu ciąży postanawia iść do sklepu, żeby zrobić zakupy na kolację. W tym momencie bardzo często taka wyprawa jest już sporym wyzwaniem. Przezornie staje w kasie pierwszeństwa, bo czuje, że kostki jej już puchną, brzuch ciąży, a od nadmiaru sklepowych zapachów zaczyna ją mdlić. Przed nią stoi para nastolatków, kupują trzy Red Bulle i paczkę chipsów. Odwracają się, mierząc ją wzrokiem i kompletnie ignorują. Postanawia się nie odzywać. Dosyć się już nasłuchała chamskich komentarzy przez całą ciążę. Nauczyła się, że lepiej się nie denerwować i siedzieć cicho.

     Matka z noworodkiem wyszła na spacer do parku. W pewnym momencie dziecko zgłodniało i zaczęło kwilić, szuka więc najbliższej ławki, żeby nakarmić na niej dziecko. Jest gorąco, wszędzie pełno dziewczyn ubranych w robione na szydełku bluzeczki zasłaniające mniej, niż stanik i szorty sięgające połowy pośladków. Niestety, jedyna zacieniona ławka znajduje się przy głównej alei, gdzie krąży masa ludzi. Trudno, nakarmi na niej, nie ma czasu wybrzydzać. Na dodatek ławkę obok siedzi młoda para, która bardzo ekspresyjnie okazuje sobie uczucia. Kiedy kobieta zaczyna karmić (zakrywać się pieluszką nie ma zamiaru, bo jej dziecko nie uznaje jedzenia z kawałkiem szmatki na twarzy), parę osób posyła jej zniesmaczone spojrzenia.

     Kobieta pod koniec ciąży jedzie na ostatnią wizytę u lekarza przed porodem. Tramwaj przyjechał kompletnie zawalony, dlatego próbuje się dostać do miejsca uprzywilejowanego. Siedzi na nim jakiś młody chłopak, który na jej widok natychmiast odwraca wzrok. Postanawia nic nie mówić, bo wie, że tylko napsuje sobie nerwów. Rozpaczliwie rozgląda się po pobliskich miejscach, w duchu modląc się, żeby tramwaj gwałtownie nie ruszył, bo nie chce, żeby ktoś wpadł na jej brzuch. Zauważa ją starszy pan siedzący kawałek dalej. Jako jedyny zrywa się natychmiast z miejsca i pomaga jej usiąść.

     Rodzina postanawia wybrać się na pizzę z okazji wygranego meczu piłkarskiej drużyny, w której grają ich synowie. Wybierają włoską knajpę pod ich domem. Chłopcy są dosyć rozemocjonowani, w końcu to był bardzo ważny mecz. Rodzice również są weseli widząc radość swoich dzieci. Wszyscy głośno rozmawiają, śmieją się i żartują, zajadając się pizzą. Starają się nie zwracać uwagi na grupę mocno podchmielonych panów stolik obok, którzy głośno przeklinają i przechwalają się łóżkowymi podbojami, nie przebierając w słowach.
Młoda para jedząca spaghetti posyła rodzinie z dziećmi zniesmaczone spojrzenie.

     Matka wyszła na spacer z córeczką, która dwa dni temu przestała nosić pieluszki. Nagle dziecko oznajmia, że musi siusiu. Wiadomo, że jeszcze wstrzymywać długo nie umie, a publicznych toalet park nie posiada. Kobieta szybko zaprowadza dziewczynkę w miejsce możliwie najbardziej osłonięte krzakami i pomaga jej załatwić potrzebę.

     Wiem, że możesz powiedzieć, że nic Cię to nie obchodzi. W końcu to nie Twoje dzieci, bo Ty dzieci nie lubisz i prawdopodobnie nawet nie zamierzasz mieć. Dla samego siebie to Ty i Twój komfort są najważniejsze. Tak samo jak dla każdego innego człowieka. Do momentu kiedy stają się rodzicami, wtedy przekonują się, że można stawiać potrzeby innej, małej istotki, ponad swoje.
Żyjemy w społeczeństwie i jest masa rzeczy, które mogą różnym ludziom przeszkadzać, jednak to matki z dziećmi są stawiane na czele całego zła i chamstwa. Wśród wielu ludzi (o dziwo, zwłaszcza młodych kobiet) widać straszną agresję na sama myśl o kobiecie z dzieckiem. Kobiety walczące o prawo do opalania się topless, bo to przecież naturalne, będą obrażać matki karmiące, bo obrzydza je widok piersi. Zareagują alergicznie na dziecko w pociągu czy restauracji, ale pijani ludzie (jeszcze głośniejsi) w tych samych miejscach nie będą robić na nich wrażenia. Bez problemu przepuszczą w kolejce osobę, która ma mniej zakupów, ale odwrócą wzrok na widok ciężarnej.
     I to nie tak, że wszystkie matki są święte, a cały świat zły. Jednak żyjemy w społeczeństwie i są pewne kategorie osób, którym się ustępuje i odpuszcza. Szkoda, że wiele osób interpretuje to zupełnie na odwrót – nie będą widzieć nic złego w mężczyźnie, który sika w krzakach, jednak zgorszy ich widok dziecka, które robi to samo.
     Matki z dziećmi zawsze były, są i (o ile nasz gatunek ma przetrwać), to będą. Tylko, że doczekaliśmy czasów, w których ludzie zamiast wykazywać się wobec nich kulturą i zrozumieniem, przypisują im same najgorsze cechy i widzą w nich jedynie złe strony. Ludzie krytykują i szykują się do ataku na sam widok czy nawet wzmiankę o matce z dzieckiem. Nie wiem, kiedy i dlaczego tak się stało. Nie wiem też, co zrobić, żeby to zmienić. Jedyne, co mogę, to wychować mojego syna na dżentelmena, który na widok kobiety próbującej wejść z wózkiem na schody nie przejdzie na drugą stronę ulicy, tylko zaoferuje swoją pomoc.