Rozwój mowy wielojęzycznego dziecka przebiega inaczej i często wolniej niż rówieśników. Przeczytajcie historie kilku mam, których dzieci mówią więcej niż jednym językiem.

dsc_3662

     Kiedy przeprowadzaliśmy się na drugi koniec Europy, Olek miał półtora roku. Właśnie zaczynał konstruować pierwsze poważne słowa. Coraz częściej czuł potrzebę, żeby nam o czymś opowiedzieć. Jedyny obcy język z jakim miał kontakt, to angielski w bajkach czy piosenkach. Nagle, z dnia na dzień, cały jego świat się zmienił. Zaczęli otaczać go ludzie i dzieci mówiący po hiszpańsku, w domu słyszał nadal język polski, a na spacerach z nami był świadkiem, jak rozmawiamy z innymi po angielsku. I jego rozwój mowy stanął.
     Absolutnie niczemu się nie dziwiłam, nic mnie też nie martwiło. Olek mówi praktycznie bez przerwy. W sumie, to jadaczka mu się nie zamyka. Potrafi wygłaszać całe monologi, tylko, że… w swoim własnym języku. Nie powiem, zazdroszczę trochę koleżankom, których dzieci w podobnym wieku już swobodnie komunikują się z otoczeniem, ale wiem, że na nas też przyjdzie czas. Póki co uważam za urocze, kiedy liczy „uno, two, trzy…” albo zamiast nazw zwierząt, określa je dźwiękami, jakie wydają (i jest jedynym dzieckiem na świecie, dla którego pies nie robi „hau hau”, a dyszy z wywalonym jęzorem).
     Mimo, że nie mówi (a przynajmniej nie tak, żeby ktoś poza mną i G. go zrozumiał), doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nas rozumie. Rozumie też dzieci mówiące do niego po hiszpańsku czy angielsku. Tworzy własne słowa, eksperymentuje z łączeniem języków i na swój własny, dziecięcy sposób, stara sobie poradzić z sytuacją, która każdego z nas, dorosłych, by przerosła.
     Dlatego mamy dwu i więcej języcznych dzieci – nie przejmujcie się, że Wasze pociechy czasem zostają w mowie z tyłu za rówieśnikami. Mają o wiele cięższe zadanie niż reszta, więc często potrzebują na nie więcej czasu.
     Wysłuchajcie historii kilku mam, które zgodziły się mi opowiedzieć, jak rozwój mowy wyglądał w przypadku ich dzieci.

14455958_1215940405146938_557983356_oJeszcze zanim urodziła się nasza córka podjęliśmy decyzję, iż chcemy aby Hania od małego uczyła się angielskiego. Poczytaliśmy trochę na ten temat i dowiedzieliśmy się, iż najlepsze efekty osiąga się kiedy dziecko ma codzienny kontakt  z językiem przez co najmniej 30 minut. Oboje jesteśmy Polakami i mieszkamy w Polsce, ale mąż zdecydował, że będzie mówił do córki wyłącznie po angielsku, od pierwsza dnia życia. Dodatkowo puszczaliśmy jej bajki i piosenki również po angielsku. Wszyscy pozostali domownicy i znajomi mówili do Hani po polsku. Byliśmy przygotowani na to, że dziecko może zacząć mówić później niż rówieśnicy oraz początkowo mieszać języki. Kiedy Hania podrosła na tyle, że była w stanie się z nami komunikować i reagować na polecania, od razu było widać, że rozumie oba języki w takim samym stopniu. Opóźnienie w rozwoju mowy nie wystąpiło. Pierwsze słowa córki to była mieszanka obu języków, przeważnie Hania wybierała krótsze i prostsze odpowiedniki. Kiedy córka miała 22 miesiące z ciekawości policzyliśmy ilość słów, których wtedy używała. Było ich około 70, z czego mniej więcej połowa po angielsku. Krótko po drugich urodzinach Hania zaczęła już konstruować pierwsze zdania. Im więcej mówiła, tym więcej słów było po polsku, a mniej po angielsku. Teraz Hania ma 5 lat i mówi poprawnym językiem polskim. Jednakże kiedy tylko wyjeżdżamy na wakacje do innego kraju i nie może porozumieć się po polsku, zaczyna używać angielskiego. Kiedy miała 4 lat byliśmy w Tajlandii, w tym roku w Nowej Zelandii, w obu krajach Hania swobodnie komunikowała się w języku angielskim zarówno z dziećmi, jak i dorosłymi.

Maria, Jak Zdrowo Żyć


12310022_476196542564815_8514866876571315167_oWszystko zaczęło się gdy Miki miał 3 latka i miał wczesne objawy autyzmu, brak mowy, komunikacji oraz specyficzne oznaki braku zainteresowania światem zewnętrznym. nasza sytuacja w tamtym czasie nie była łatwa. Lekarze w Polsce uznali, że „z niego nic nie będzie”. Serce mi pękło, jako matce. Świat zawalił się nam w jednym momencie. Mikołaj był małym elfem, który kompletnie nie przejmował się środowiskiem dookoła. Porozumiewał się z nami wskazując palcem, bądź też bucząc i wydajając pojedyncze dźwięki. Oczywiście, wszyscy dookoła traktowali nas jak odmieńców, a mnie jak przewrażliwioną matkę. Mąż wyjechał do Irlandii północnej z powodu utraty pracy. Po roku spędzonym bez męża w Polsce, postanowiłam wyjechać. Było nam ciężko, ale z perspektywy czasu uważam, że to była najlepsza decyzja życiowa, jaką  kiedykolwiek podjęłam. Spędzałam całe dnie z moim synkiem, maż pracował. Ja prowadziłam codzienny monolog, czyli przedstawiałam mojemu dziecku świat, tłumaczyłam, pokazywałam. Po nocach płakałam.  Z bezsilności oraz z braku oparcia rodziny, braku przyjaciół i znajomych. Mikołaj, po prawie półtora roku, wziął książkę i zaczął czytać. Była to angielska książka, potem polska i tak w jednym momencie nasz syn zaczął się z nami komunikować w dość zrozumiały sposób. Jako 5 letnie dziecko poszedł do pierwszej klasy w tutejszym miasteczku. Od początku nauczyciel przekazywał nam informacje, ze Miki jest genialny, fantastyczny. Jednak nie obyło się bez problemow. Oczywiście synek zaczął mówić, czytać płynnie ale pojawiły się inne problemy natury sensorycznej. Specyficzne zachowanie oraz reakcje euforii , smutku oraz inne. W czerwcu tego roku nasz mały Aspie ukończył szkole podstawowa z najlepszym wynikiem. Brał udział w międzynarodowym konkursie matematycznym. Dostał się do finału. Otrzymał statuetkę najlepszego ucznia w dziedzinie matematyki. W ubiegłym roku zdał najlepiej transfer test do grammar school. Jesteśmy z niego dumni. W tej chwili uczęszcza do academy. Jest to szkoła o wysokim poziomie nauczania, akademickim.
Podsumowując nasza przygodę z dwujęzycznością mogę śmiało powiedzieć, że dzieci dwujęzyczne, maja przewagę nad tymi, które porozumiewają się tylko w jednym języku. Nie chce tutaj faworyzować, nie ma to nic z tym wspólnego. Jednak po zapoznaniu się z badaniami oraz wynikami dzieci dwujęzycznych w UK .. polskie dzieci są na szczycie rankingu. Zachodzi zależność miedzy rozwojem mózgu u dzieci dwu i więcej języcznych , badania wskazują, że przyswajanie wiedzy, analizowanie oraz proces poznawczy jest o wiele bardziej zaawansowany niż u dzieci z jednym językiem. W tej chwili Miki zaczął naukę irlandzkiego oraz francuskiego. Jak będzie dalej? Tego nikt nie wie. Najważniejsze, ze uczymy się razem jako rodzice i dzieci. Wymieniamy się doświadczeniami, wiedza oraz zwyczajnie żyjemy.

14463850_10202187417283491_1359263508_nBardzo często słyszę, że od samego początku mieszamy dzieciom w głowach i nie będą wiedziały jak się nazywają. A wszystko dlatego, że mamy w domu trzy języki: ja mówię do dzieci po polsku, mąż po francusku, a między sobą mówimy po angielsku. Jeśli więc zastanawiasz się, czy warto “mącić” dziecku w głowie kilkoma językami na raz, to szybko odpowiem – nie, moje dzieci nie zgłupiały i taka mieszanka językowa od urodzenia im nie szkodzi.

Mieszkamy we Francji, więc ten język dociera do nich zewsząd od urodzenia, słyszą go też cały czas w domu od taty. Jedynym źródłem polskiego jestem ja i polskie książki, nagrania, piosenki, bajki. Dlatego cieszę z każdego polskiego słówka u mojej dwulatki i zdaję sobie sprawę, że cała odpowiedzialność, co do jej znajomości tego języka, spoczywa na mnie.

Moja córka ma dwa lata i rozumie polecenia zarówno po polsku jak i francusku, z odpowiadaniem jest jeszcze ciężko bo dopiero zaczyna mówić. Głównie są to odpowiedzi jedno- lub dwuwyrazowe. Często w tych wypowiedziach miesza języki (np. “dzidzia bois” – polskie “dzidzia” i francuskie “bois” czyli pije). Ale mimo tej mieszanki ona dobrze wie, że na tę samą rzecz można powiedzieć dwojako i oba wyrazy znaczą to samo. Dlatego zamiennie używa, np. polskiego “dzidzia” i francuskiego “bebe”. Ale są też słowa, które wypowiada tylko w jednym języku, bo jej chyba po prostu łatwiej – wybrała te mniej skomplikowane wersje.

Dbamy o to, aby się powyższe języki nie “pomieszały” przez stosowanie metody OPOL – one parent one language. To znaczy, że ja mówię do niej zawsze i tylko po polsku, tata po francusku. W ten sposób córka wie, do której “grupy słów” należy dany wyraz – ode mnie będzie to zawsze polski, a od taty francuski. W ten sposób staramy się okiełznać tę naszą małą wieżę Babel. Jest to dla mnie też sposób na dbanie o obecność w życiu dzieci języka polskiego – wprowadzam zasadę, że ze mną mogą się porozumieć tylko po polsku, więc muszą się go nauczyć. Jeśli bowiem mówiłabym też do nich po francusku lub odpowiadała, gdy one tak do mnie mówią, mogłyby pewnego dnia dojść do wniosku, że właściwie po co mówić po polsku, skoro mama i tak odpowie na francuską wypowiedź?

Na początku wspomniałam, że jest jeszcze trzeci język w naszym domu – angielski. Rozmawiamy w nim z mężem, więc przewija się w zasadzie przez cały czas, ale nasza córka nie zna w nim ani jednego słowa i go nie rozumie. Nigdy bowiem nie zwracamy się bezpośrednio do niej w tym języku, nie ogląda w nim bajek i nie czytamy jej książek po angielsku. Ten język więc jest obecny, ale “obok” niej i w tym momencie nie jest nim zainteresowana. Pewnie z czasem, gdy będzie starsza podstawy mimowolnie przyswoi, ale myślę, że bez nauki angielskiego, nie przyswoi go biernie, tak jak polskiego i francuskiego.

Monika, Mama Notuje