Na temat ciąży i dzieci krąży wiele mitów i zabobonów. Czasami łapiemy się za głowę, kiedy słyszymy, co wygadują nasze babki, matki i ciotki. I nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Tym bardziej, kiedy te wszystkie średniowieczne brednie powtarzają młode dziewczyny.

Postanowiłam zebrać do kupy najpopularniejsze i ocenić w pięciopunktowej skali. Oceniać będę dwie rzeczy; absurdalność (oznaczoną gwiazdkami) i szkodliwość (czaszki). Bo czasami przestaje już być śmiesznie, kiedy wiara w niektóre rzeczy stwarza zagrożenie dla dziecka. Ograniczę się póki co tylko do niemowlaków, bo na temat ciąży jest ich tyle, że wyszła by z tego cała książka.

DSC_3832ss


Mit: Nie wolno łaskotać niemowlaka.

Ostatnio się z tym gdzieś spotkałam. Że nie można. Bo za dużo połączeń nerwowych, bo można zrobić krzywdę. Niby jak się o tym poczyta, to można się przestraszyć. Posłużę się wypowiedzą Pawła Zawitowskiego: „maluchy można łaskotać od kiedy tylko mają na to ochotę (reagują adekwatnie do naszych oczekiwań i sprawia im to przyjemność) i kiedy mam na to ochotę ja (mówię to jako domniemany rodzic). A opowieści o połączeniach i punktach, których łaskotanie może przynieść szkodę to wymyślił pijany zachariański tramwajarz pozostawiony sam na sam ze smokiem wawelskim w trakcie zlotu młodzieży socjalistycznej… Proszę się nie dawać wkopywać w takie banialuki 🙂 Gorąco pozdrawiam nieznacznie łaskocząc się po boczku.”

W zasadzie nie jest to jakiś szczególnie szkodliwy mit, ale możemy przez to stracić i odebrać maluchowi dużo radości.


Mit: Karmimy co trzy godziny. 

Myślałam, że już nikt w to nie wierzy, dopóki nie przeczytałam wypowiedzi młodej dziewczyny. Że niemowlaka trzeba co trzy godziny, bo inaczej się go rozpieści i wyrośnie na dziecko z postawą roszczeniową. Ona wie, bo jej ciocia tak dzieci wykarmiła, poza tym interesuje się pediatrią i ma informacje z pierwszej ręki z jakichś konferencji (modlę się, żeby to nie było prawdą).

Ustalmy raz na zawsze; pory karmienia i ich przestrzeganie są ważne, ale u starszych dzieci. Piersią karmimy na żądanie, zawsze i bez wyjątku. Nie zapychamy dziecka wodą, herbatkami czy czymkolwiek innym. Wiecie dlaczego kiedyś kobiety mogły karmić tylko dwa – trzy miesiące, a potem tajemniczo zanikał im pokarm? Bo karmiły z zegarkiem w ręce, zamiast wtedy, kiedy dziecko tego potrzebuje.


 Mit: Nie stajemy za głową dziecka, bo mu się oczy wywiną.

 W sumie w niczym to nie szkodzi ani nie przeszkadza, ale zauważyłam, że większość ludzi w to wierzy. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło, dlaczego miało by się tak dziać i co to właściwie oznacza. Zeza będzie miało?

Sprawa jest prosta: jak wierzą, to niech tak nie stają. Ja stawałam, siadałam i nadal często to robię. Nie ma to żadnych biologicznych, medycznych czy anatomicznych podstaw. Dorzucam tutaj od razu dwa inne mity: nie wolno przekraczać dziecka, bo nie urośnie i nie obcinać włosów przed rokiem.


Mit: Jak noworodek ma zimne ręce, to trzeba go cieplej ubrać, bo mu zimno. 

 Ile ja się o tym nasłuchałam, o rany. Mama i babcia przerażone leciały z kocykami, kołderkami, ciepłymi ubrankami. Bo Oluś zamarza. Nie pomagały tłumaczenia, że ciepło dziecka sprawdza się po karku, a nie po rączkach czy nóżkach, bo jego krążenie dopiero uczy się działać poprawnie. Patrzyły na mnie z wyrzutem, kiedy stawiałam sprawę jasno: Olek w domu jest tylko w pieluszce i bluzeczce. Jest ciepło, więc nie życzę sobie żadnych skarpetek (poza tym uwielbiał od początku łapać wszystko palcami od stóp, a skarpetki popsułyby mu tę zabawę) czy przykrywania go milionem kocyków. Przegrzewanie dziecka jest jeszcze gorsze i bardziej naraża na infekcje, niż lekkie ubranie, które tak naprawdę pomaga dziecku hartować odporność.

Mit: Nie wychodzić z dzieckiem, zanim się go nie ochrzci.

Z całym szacunkiem dla osób wierzących; chrzest tak naprawdę nic nie zmienia w funkcjonowaniu dziecka. Za to spacery, nawet w tych pierwszych dniach, są bardzo ważne. Dziecko potrzebuje powietrza i jedynym powodem, żeby siedzieć w domu jest bardzo silny mróz.


 Mit: Czerń nie jest dla dziecka.

 Nie wolno czarnego wózka, czarnych ubranek. Wolno. Jeśli wam się podoba. Mi osobiście czarne wózki się nie podobają, ale chętnie sprawię Olkowi kilka czarnych koszulek z ciekawymi wzorami.  Lubię go w ciemnych kolorach i jego granatowa koszulka jest jedną z moich ulubionych.

Nie słuchajcie więc głupiego gadania i jeśli macie ochotę, ubierajcie maluszki na czarno. Ba, jest nawet cały sklep, który się w tym specjalizuje, Kids in Black.


 Mit: Czerwona wstążka.

 Najsłynniejszy zabobon. Wersje są różne, ale wszystkie skupiają się na tym, że w wózeczku powinna być czerwona kokardka, żeby nikt dziecka nie „zauroczył”. Co to znaczy? I tu już się zaczynają rozbieżności. Jeśli ktoś patrz na dziecko/chwali je/zaklina (?), a ono nie ma przy wózeczku czerwonej wstążki, to będzie potem płakać/chore/wyrośnie na brzydkie. Żeby je odczarować trzeba przeciągnąć przez spódnicę/napluć na nie podczas kąpieli/polizać po czole.

Co ciekawe, są pozytywne strony przyczepienia takiej kokardki: czerwony jest kolorem który bardzo przyciąga dziecka praktycznie już od pierwszych dni. Dzięki obserwowaniu jej na spacerze ćwiczy skupianie wzroku.


 Mit: O mleczaki nie trzeba dbać. 

Bo po co, skoro i tak wypadną, a na ich miejsce wyrosną stałe? Wielu naszych rodziców zafundowało nam tą metodą bolesne wizyty u dentysty. Prawda jest taka, że o mleczaki trzeba dbać dokładnie tak samo starannie jak o stałe zęby. Nie dość, że uczymy tym dziecko od początku dobrych nawyków w kwestii higieny, to oszczędzamy problemów w przyszłości.

 Mit: Dziecko ubieramy w jedną warstwę więcej niż siebie.

 To właściwie prawda, ale trzeba pamiętać, że nie zawsze. Ubieramy w jedną warstwę więcej niemowlaka, który będzie leżał w wózeczku. Małe dziecko, które będzie biegało i skakało ubieramy na cebulkę, podobnie jak nas samych. A noszone w chuście w warstwę mniej, bo chusta jest dodatkowymi warstwami materiału na dziecku. Ja zwykle trzymam się zasady, że ubieram Olka tak samo, jak ja jestem ubrana. Do torebki biorę bluzę, gdyby się ochłodziło, a pod wózeczek wsadzam kocyk, który się przyda w razie wiatru. W lato w chuście często nosiłam go w samej pieluszce (i nasłuchałam się starych babć, które widziały wystające z chusty gołe nóżki i bose stópki). Teraz, kiedy jest bardziej jesiennie, zakładam mu do chusty krótkie cienkie spodenki i długie skarpetki (no i buciki, bo cwaniak umie ściągać skarpetki jak nie ma butów).

I na koniec mały smaczek. Co prawda nie dotyczy to niemowlaków, ale postanowiłam zrobić wyjątek.

Mit: Seks analny pomaga podczas porodu. 

☠ 

 Nie wiem, jak miałoby to wyglądać, ale lubię wyobrażać sobie miny położnych, kiedy jakaś para to zaproponuje. No cóż, jakby nie patrzeć, na pewno pomaga nie zwracać uwagi na skurcze.