A także wszystkie ciocie,  sąsiadki, kuzynki. Wszystkie te kobiety, które swoje dzieci odchowały kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Ten list jest do Was.

DSC_1567


Ja wiem, że w Waszych czasach było inaczej i przechodzą Was dreszcze kiedy widzicie, co my, współczesne mamy, wyprawiamy z naszymi dziećmi. Wiem, że nigdy żadna z Was nie miała złych intencji podczas naszego wychowania. Robiłyście to, co uważałyście dla nas za najlepsze. Nie wiedziałyście, że nie wolno sadzać dwu czy trzymiesięcznego dziecka, podpartego z każdej strony poduszkami. Myślałyście, że w ten sposób pomagacie nam nauczyć się siedzieć. Że robicie dobrze. Ubierałyście nas grubo, żebyśmy się nie przeziębili. Latałyście za nami z talerzem namawiając do kolejnego gryza, żebyśmy przypadkiem nie dostali anemii. Sprzątałyście mieszkania, tworząc nam bardziej sterylne warunki niż w szpitalu, żebyśmy tylko byli bezpieczni. Odsuwaliście nas od zwierząt, dbając o nas.


      Teraz, jako dorośli, widzimy tego skutki. Jesteśmy pokoleniem, w którym co drugie dziecko w klasie miało problemy z kręgosłupem (w końcu to dla nas powstał słynny Pajączek). Większość z nas co chwilę choruje, przeziębia się, cierpi na różnego rodzaju alergie czy astmę. Często mamy problemy z utrzymaniem prawidłowej wagi, bo nie umiemy wsłuchać się we własny organizm, żeby zrozumieć, kiedy naprawdę jesteśmy głodni.

     Jednak nie mamy Wam tego za złe. Wiemy, że nieba byście nam uchyliły, a wszystko, co robiłyście, było wynikiem niewiedzy (bądź nieprawidłowej wiedzy). Wszystko robiłyście z troski. Żeby nie było nam zimno, żebyśmy nie byli głodni. Dbałyście o nas tak, jak wydawało Wam się, że jest najlepiej. I nikt nie ma o to do Was pretensji.

     Musicie zrozumieć jedną rzecz – usprawiedliwieniem dla Waszych błędów jest to, że nie zdawałyście sobie sprawy, że szkodzicie. My, współczesne mamy, przyzwyczajone do swobodnego dostępu do wszystkich informacji i możliwości zweryfikowania jakiejkolwiek wiedzy w ciągu paru minut, wiemy trochę więcej. Wiemy, że sadzając dziecko na siłę, możemy doprowadzić do problemów z kręgosłupem. Wiemy, że od przegrzania jest lekkie zmarznięcie. Że żywienie dzieci nie polega na bieganiu za nimi po całym pokoju i wciskaniem obiadu „byleby zjadło”. Wiemy, że przez pierwsze pół roku jedynym pożywieniem dziecka powinno być mleko i wcale nie zagłodzimy go nie podając mu kaszek. Wiemy, że bakterie i zwierzęta pomagają nabrać odporności i że kontakt z nimi jest jak najbardziej wskazany.

     Uszanujcie to, że mając wiedzę, która dla Was niestety nie była dostępna, wychowujemy nasze dzieci inaczej, niż wy wychowywałyście nas. Nie wtrącajcie się na siłę, nie biegnijcie z kocykiem i kołdrą, kiedy tylko zobaczycie, że bobas leży w samej pieluszce. Proszę, nie powołujcie się na argument, że Wy „trójkę/czwórkę/dziesiątkę dzieci tak odchowałyście i żyją”. Gdyby wyznacznikiem umiejętności pedagogicznych była liczba dzieci, które dożyją wieku dorosłego, to kobiety z afrykańskich plemion powinny otwierać uniwersytety, zamiast paść kozy.

     Nigdy nie będziemy Wam wypominać błędów, które popełniłyście przy nas, ale nie pozwolimy, żebyście powtórzyły je na naszych dzieciach. Dlatego prosimy, chociaż często Was dreszcze przechodzą i ledwo wytrzymujecie widok niemowlaka bez czapki – zachowajcie uwagi dla siebie. Kiedy spędzacie czas z wnukami, postępujcie według zasad rodziców, chociaż mogą się Wam wydawać niedorzeczne i absurdalne. Nie krytykujcie, nie narzucajcie swojej opinii. Postarajcie się dopuścić do siebie myśl, że sposób, w jaki Wy postępowałyście nie był do końca idealny (mimo bardzo dobrych intencji). A przede wszystkim – zaufajcie nam.