Rozważasz przekłucie uszu swojej córeczce? Zapoznaj się najpierw z tymi informacjami.

pistolety do piercingu zakazane


W internecie pełno wypowiedzi mam, które przekuły swoim dzieciom uszy i doradzają innym w kwestii leczniczych kolczyków, wyboru odpowiedniej kosmetyczki czy pielęgnacji. Powtarzają sporo kłamstw i wprowadzają inne osoby w błąd. Zakładam, że nie robią tego świadomie (same pewnie usłyszały podobne zdania od innych mam). Wynika to z niewiedzy. Bo nie chcę wierzyć, że mając wiedzę, ktokolwiek zdecydował by się na przekłucie uszu małemu dziecku.
Dlatego zebrałam dla Was podstawową wiedzę w jednym miejscu.

Alergie.

Badania wykazały, że przekłucie czegokolwiek dziecku poniżej czwartego roku życia zwiększa ryzyko alergii na nikiel w dorosłym życiu o 30%. Czyli co trzecia dziewczynka będzie w przyszłości miała problem. Uczulenie na nikiel to coś więcej niż rezygnacja z biżuterii – w poważniejszym stadium będzie oznaczało również wykluczenie z jadłospisu sporej ilości pokarmów (tak, nikiel znajdziemy również w jedzeniu i w wodzie).

Kolczyki.

Ale przecież są kolczyki alergiczne, prawda? Prawda, jednak metalowe kolczyki „antyalergiczne” zawierają w sobie śladowe ilości niklu. Niestety, nawet taka ilość wystarczy do wywołania alergii w przypadku przekłucia u małego dziecka. Ostatnio wśród kosmetyczek pojawiła się moda na coś zwanego „plastikiem chirurgicznym” i reklamowanego jako produkt idealny dla dziecięcych i niemowlęcych kolczyków. Nie dajcie się na to nabrać – nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji, czym tak naprawdę jest. Jedyne miejsca, w których ta nazwa się pojawia, to reklamy gabinetów kosmetycznych. W piercingu jedyne materiały stosowane do świeżego przekłucia nie zawierające niklu to bioplast i PTFE. Żadne z nich nie nada się do przekłucia pistoletem.
Nie ma też czegoś takiego, jak lecznicze kolczyki. Są co prawda materiały, na których przekłucie goi się lepiej, niż na innych, jednak żadne nie nadają się dla dzieci.

Pistolet.

Najgorszy koszmar wszystkich piercerów i wielka miłość kosmetyczek. Nie wolno go stosować do przekłuwania niczego (swoją drogą, wydaje mi się, że zakaz ich stosowania rozwiązałby problem przekłuwania uszu małych dzieci). Właściwie nie można nazwać tego przekłuciem – pistolet rozrywa skórę, co zwiększa ryzyko infekcji albo ziarniny. Polecam Wam zobaczyć test obu metod na silikonowej rękawiczce.

Ból.

Wiecie, że kiedyś, jeszcze nie tak dawno, operacje na noworodkach przeprowadzano bez znieczulenia, wychodząc z założenia, że nie czują bólu? Brzmi strasznie, prawda? Jednak podobnych argumentów używają zwolenniczki przekłuć u niemowląt. Pamiętajcie, że dzieci tak samo czują ból, jak dorośli i to, czy będą go w dorosłym życiu pamiętać, czy nie, nie zmieni faktu, że go czuło (zresztą, jak mówił Stephen King „O bólu i strachu zapominamy, jak tylko miną”).
Jako matka nie potrafię zrozumieć, dlaczego ktoś chciałby zadawać świadomie ból swojemu dziecku tylko po to, żeby poprawić w swoim mniemaniu jego wygląd. Jesteśmy od tego, żeby chronić nasze dzieci przed niepotrzebnym bólem.

Kosmetyczki.

Ustalmy raz na zawsze – kosmetyczka, to nie piercer. Tak jak wizażystka nie jest fryzjerką, a strażak chirurgiem. Oczywiście, można wyuczyć się obu zawodów, jednak doświadczenie mi pokazuje, że profesjonalistę znajdziecie prędzej w studiu tatuażu i piercingu, niż w salonie kosmetycznym. Niestety, matki dalej prowadzą dzieci do kosmetyczek, ponieważ profesjonaliści na ich widok tylko popukaliby się w głowę i odesłali do domu.

Decydowanie o swoim ciele.

Są rzeczy, o których my, jako rodzice, musimy zadecydować za nasze dzieci. Muszą mieć imię czy nosić ubrania. Szczepimy czy chrzcimy w dobrej wierze, żeby zadbać o ich zdrowie fizyczne czy duchowe (poza tym, od chrztu nikt jeszcze infekcji nie dostał). Jednak absolutnie nie mamy prawa modyfikować ich ciała dla naszych fanaberii. Jesteśmy opiekunami dzieci, a nie ich właścicielami. Mamy dbać o to, żeby krzywdy działo im się jak najmniej, zamiast dodatkowo dokładać im potencjalnych problemów.

Ryzyko.

To, że koleżanka zrobiła i nic się nie stało, nie znaczy, że stać się nie mogło. Podejmując decyzję o przekłuciu, zawsze ryzykujecie zdrowie waszego dziecka. Zawsze. Nie używajcie „nic się nie stało”, jako argumentu. Są ludzie, którzy pozwalają dzieciom bawić się przy ruchliwej drodze albo wożą je samochodem bez fotelika i też do tej pory jeszcze nie stała im się krzywda, jednak nie znaczy, że jest to bezpieczne.  Na dodatek układ immunologiczny niemowlaka przed ukończeniem pierwszego roku życia jest zbyt słaby i nie powinno się w żadnym wypadku naruszać tkanki bez sensownego powodu (tak, szczepienie jest dla większości sensownym powodem).

Więc kiedy?

Ciężko jednoznacznie powiedzieć, kiedy dziecko jest w odpowiednim wieku. Wtedy, kiedy będzie w stanie samo zadbać o przekłucie i dzielnie znieść odpowiednio wykonany zabieg (czyli jeszcze raz – żadne kosmetyczki, tylko piercerzy i igły). W przypadku jednej dziewczynki może być to osiem lat, innej trzynaście, a jeszcze inna w ogóle nie zdecyduje się na kolczyki, bo do szczęścia jej niepotrzebne. Zostawcie im tę decyzję. Kolczyki są swojego rodzaju atrybutem kobiecości, podobnie jak makijaż czy buty na obcasie. A żadna z Was przecież nie nakłada makijażu niemowlakowi.