Znacie to na pewno. Budzicie się rano w świetnym humorze, bo słoneczko świeci, wszystko się pięknie układa. Zadowolenie z życia aż wycieka wam uszami, robicie sobie pyszną kawkę, krzątacie się po domu nucąc coś wesołego pod nosem, aż w końcu postanawiacie usiąść do komputera. Sprawdzić pocztę, serwisy społecznościowe, czy zrobić cokolwiek innego.
I wtedy nagle odzywa się ona. Koleżanka.

DSC_1934


      Pyta, co u was. Ucieszone chcecie podzielić się radością i dobrym humorem. BUM. Nie ma tak łatwo. „A co tu się wyprawia? Co to za bycie szczęśliwym? Proszę w tej chwili przestać! Komu pani chce zaimponować? No komu?“
      Początek rozmowy wygląda niewinnie. Koleżanka podpytuje i szuka punktu zaczepienia. Wy, biedne, niczego nieświadome ofiary wpadacie w jej pułapkę i powiecie, że właśnie przyszło łóżeczko. Albo kupiłyście sobie nową sukienkę, tę taką koronkową, co polowałyście na nią od paru miesięcy. Albo, że kwiatki wam na ogródku wyrosły. Albo, że pijecie właśnie kawę.

      I się zaczyna. Bo ona, jak była w ciąży, to musiała sama składać łóżeczko, a facet w tym czasie się na łóżku wylegiwał, ojciec wyrodny, czemu ona się w niego wpakowała. Sukienek nie nosi, bo nie chce, żeby wszyscy faceci, samce podłe, tylko jedno im w głowach, za obiekt seksualny ją brali. Kwiatów to ona na oczy nie widziała od pogrzebu ciotki, świeć panie nad jej duszą, umarła w cierpieniach najgorszych, lata temu, co prawda, ale pamięta jakby wczoraj to było. Zresztą kwiatów nie lubi, bo to tylko sztuczka mężczyzn, żeby nas do łóżka zaciągnąć, poza tym badyle takie, na co to komu. Kawa? Jej smakuje jak pomyje, bo musiała jakąś tanią kupić, taka bieda, a ona woli inną.

Powoli czujecie się niepewnie, ale to dopiero początek. Teraz pada jakieś konkretne pytanie. Czy pojawiły się rozstępy? Jak tam wasz związek? Dalej się odchudzacie? Nieważne, jakie. I nieważne, jak odpowiecie, bo i tak będzie źle.

      Nie ma jeszcze rozstępów? I tak niedługo się pojawią i oszpecą wasz brzuch na wieki. Pojawiły się? O boże, tak wcześnie? U niej to było znacznie później. I musicie pamiętać, że one będą się rozszerzać!
      Układa się między wami dobrze? No, zawsze tak się wydaje, potem wychodzi. Ślub planujecie? Oj nie, nie róbcie tego, nie popełniajcie jej błędu. Nie warto. Facet wczoraj spóźnił się na kolację, bo zagadał się z kolegami, albo, Jezus Maria, zapomniał kupić po drodze do domu czegoś, o co poprosiłyście? Tak to się zaczyna, u niej też tak było. Potem dojdą wyjścia na noc z kumplami, zdrady i przemoc domowa.
      Znalazłyście jakąś nową dietę? Cóż, ona może polecić dietę – swojego faceta. Dziesięć kilo schudła przez to, jak ją traktuje, menda jedna, po nocach się szlaja, pewnie pieprzy wszystkie swoje koleżanki.
Jeśli opowiecie o jakichkolwiek planach na przyszłość, usłyszycie, że i tak się nie uda, bo życie jest takie złe. Powiecie, że właśnie znalazłyście nowe mieszkanie, samochód czy toster, to usłyszycie o wszystkich możliwych minusach. Zresztą, to co macie obecnie też jej nie będzie pasować, bo przecież jak to można żyć w takich warunkach, ona by nie mogła, nie wyobraża sobie, te auto wasze taki dziwny odcień ma i zresztą pewnie pali strasznie dużo, a toster to zbędny grat w kuchni.
      Planujecie kupno nowego zwierzaka? No tak, ona miała, wszędzie były siki, kupy, sierść. A zwierze wredne. I przy dziecku być nie powinno, bo alergeny. Ona wie najlepiej, w końcu sama przez to przechodziła.

      W końcu, zrezygnowane, kończycie rozmowę, rozsiadacie się wygodnie w fotelu, pijecie łyka waszej pysznej kawki, słoneczko grzeje wam przyjemnie w twarz, a mały alergen wskakuje wam na kolana i prosi o porcję pieszczot. Do domu wraca wasz facet, przytula, daje buziaka w te paskudne rozstępy, zabiera się za skręcanie łóżeczka, a wy obiecujecie sobie, że ograniczycie damsko – damskie kontakty do minimum.