Miałam już ten temat zostawić w cholerę. Wypowiedziałam swoje zdanie. Sytuacja się zmieniła, kiedy jedna z moich ulubionych blogerek, której zdanie naprawdę szanowałam i której blogiem byłam zachwycona , napisała tekst.

tumblr_nndeiqrkrl1r7ojdgo1_1280


Tekst pozbawiony empatii wobec kobiet, pełen nieprzemyślanych i nieracjonalnych argumentów. Na koniec powołała się na artykuł. Artykuł ze strony, która uważa, że obowiązkiem kobiety jest uległość wobec męża. Że na wzór muzułmanek, pobożne kobiety powinny zakrywać głowy. Artykuł, od którego ciarki przeszły mnie po plecach.  To trzeba wyjaśnić i sprostować.


O człowieku mówimy od momentu połączenia się męskich i żeńskich komórek rozrodczych.

Trzymajmy się proszę pojęć fachowych. Płód człowieka jest płodem człowieka. Zygota jest zygotą, plemnik plemnikiem. Tutaj słowo „człowiek” jest używane, żeby podkreślić, że płód czuje, myśli i ma duszę. O ile ta ostatnia jest kwestią wiary, o tyle dwa pierwsze wiążą się ściśle z nauką. Czuć możemy wtedy, kiedy wykształci się układ nerwowy, jest to trzeci miesiąc. Komórki nerwowe w mózgu powstają w czwartym miesiącu. Tak, płód ludzki jest potencjalnym przyszłym dzieckiem. Jednak na początku jest płodem.


Upowszechniając takie tezy lewicowcy de facto twierdzą, że „płeć brzydka” to obywatele gorszego sortu. Panowie mogą debatować o podatkach, polityce zagranicznej i ustawie medialnej, ale o ciąży już nie. Dlaczego? Ciężko orzec.

Drogi panie Michale Wałachu, nikt nie zabrania mężczyznom wypowiedzieć swojego zdania. Mamy wolność słowa, każdy może swoje zdanie nawet wykrzyczeć. Mężczyźni mogą usiąść przy szklaneczce dobrego trunku i godzinami debatować na temat życia, śmierci, ciąży, porodu, aborcji. Nie mogą jednak decydować. Ani mężczyzna, ani inna kobieta nie ma prawa decydować za kobietę, jaką decyzję chce podjąć. Wyobraź sobie sytuację odwrotną – grupka kobiet zaczyna dyskutować o tym, że mężczyźni po określonym roku życia powinni się poddawać obowiązkowej wazektomii. Jedne uważają tak ze względów ideologicznych, inne medycznych. Nikt im nie zabroni o tym rozmawiać i wyrażać swojego zdania, jednak nie mają żadnego prawa wprowadzić czegoś takiego w życie.


Feministki twierdzą, że rozwijające się w łonie kobiety nowe życie jest częścią ciała kobiety. Nie zważają tym samym na fakt, że dziecko ma odmienne od matki DNA, własny układ nerwowy czy kończyny. Dziecko to nie migdałki, czy wyrostek robaczkowy, które faktycznie są „ciałem i sprawą” kobiety.

Nikt nie traktuje płodu jak dodatkowego narządu. Jednak sprawa dotyczy ciał kobiet, w których płód się rozwija. To organizm kobiety pozwoli mu się rozwinąć. Poza nim nie przeżyje. Gdyby było inaczej, nie byłoby problemu, jednak to kobieta przechodzi przez ciążę i poród, które mogą prowadzić do jej śmierci lub kalectwa. I jeśli ciąża stwarza takie ryzyko, jeśli zagraża jej zdrowiu psychicznemu lub fizycznemu, ma prawo zadecydować, co chce dalej zrobić.


Załgane feministki ukrywają fakt, że aborcja jest traumatycznym przeżyciem dla kobiety, w wypadku gwałtu potwornie już doświadczonej przez los. Lewicowe aktywistki w odpowiedzi na cierpienie proponują kolejne bolesne doświadczenie, kolejny gwałt na kobiecej duszy, psychice i wrażliwości. Proponują kobiecie współudział w zbrodni pozbawienia życia najbardziej niewinnej istoty, jaką jest dziecko, choćby nawet poczęte było w najmniej godnych warunkach.

Jak pełnym nienawiści do kobiet, jak złym lub jak głupim człowiekiem trzeba być, żeby coś takiego napisać. Wiem, że wojujący chrześcijanie częściej plują jadem niż otaczają miłością, jednak tutaj autor się zagalopował. Zapomniał, że nigdy nie był ani nie będzie zgwałconą kobietą w ciąży. Nigdy nie będzie musiał decydować, co jest mniejszym złem. Kobiety nie walczą o nakaz aborcji dzieci z gwałtu – walczą o utrzymanie sytuacji w stanie obecnym, kiedy zgwałcona kobieta ma prawo sama podjąć decyzję zgodną z jej sumieniem.


Poronienie będące wynikiem fatalnego wypadku, nieszczęśliwego zdarzenia lub choroby nie będzie i nie może być karane. Nikt z obrońców życia nawet o czymś takim nie pomyślał.

No pewnie, że nie. To by było bestialstwo. Kobiety nie będą karane za poronienie. Problemem jest to, że nie ma zapisu o tym, na czym będzie polegała ocena, czy miało miejsce poronienie, czy aborcja farmakologiczna. Czy każdy przypadek będzie badany i w jaki sposób? Jak chcą rozróżnić umyślne przerwanie ciąży od nieumyślnego? Czy pod lupę będzie brana kobieta, która straciła ciążę któryś raz z kolei, czy może ta, która teoretycznie stracić jej nie powinna? Ustawa jest bardzo nieprecyzyjna i nic na ten temat nie mówi.


To aborcja uderza w kobiety. I to w te jeszcze nienarodzone! Najwięcej aborcji dokonuje się właśnie na dziewczynkach. Jaskrawym przykładem tego są Chiny, gdzie w wyniku komunistycznej polityki jednego dziecka rodzice pragną mieć wyłącznie syna. Córka oznacza tam aborcję. Z tego też powodu dziesiątki milionów Chińczyków nigdy nie założą rodziny. Tak się kończą lewicowe eksperymenty społeczne!

Nie wiem, w jaki sposób „lewicowe eksperymenty społeczne” doprowadziły do sytuacji, jaka panuje w Chinach. Poważnie, nie umiem sobie tego wyobrazić. Wiem jedno – nikt nie podejmuje decyzji o aborcji ze względu na płeć dziecka. Chociaż tacy ludzie, jak autor artykułu sprawiają, że bycie kobietą jest coraz cięższe.


Projekt obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Stop Aborcji” ma na celu obronę życia. Każdego. Także i matki. Wobec kobiet noszących pod swym sercem nowe życie, w razie wyższej konieczności zostaną – w myśl zapisów projektu – podjęte wszelkie działania medyczne.

Kluczowe jest tu wyrażenie „wyższa konieczność” lub (występujące w ustawie) BEZPOŚREDNIE zagrożenie życia (nie zdrowia). Oznacza to mniej więcej, że lekarze zamiast interweniować natychmiast, jak do tej pory, będą czekali do momentu tej wyższej konieczności czy bezpośredniego zagrożenia. Na przykład do krwotoku wewnętrznego.


Badanie prenatalne, jak każda usługa świadczona w służbie zdrowia, ma przyczyniać się do poprawy zdrowia i ratowania życia. W tym wypadku chodzi o wykrycie chorób dziecka jeszcze w łonie matki i podjęcie leczenia jak najszybciej to możliwe.

Nie wiem, czy mamy o czym dyskutować, skoro lekarze już wypowiedzieli się na ten temat. Nie ma co prawda zapisu, który jasno zakazuje badań prenatalnych, jednak ze względu na możliwe przy nich uszkodzenie płodu, lekarze w dużej mierze nie będą się ich podejmować. Nie zaryzykują kariery i ciągania się po sądach, żeby udowodnić swoją niewinność.


Aktywistki walczące o prawa kobiet na przełomie XIX i XX wieku (a więc w okresie, gdy rola kobiet była pośledniejsza) sprzeciwiały się aborcji, gdyż uznawały ją właśnie za przejaw dominacji mężczyzn

Po raz kolejny – nie mówimy o nakazie aborcji. Mówimy o prawie kobiety do wyboru, czy chce zaryzykować swoje życie i zdrowie, czy chce nosić w sobie dziecko przez 9 miesięcy wiedząc, że jedyne, co je w życiu czeka to bolesna śmierć zaraz po porodzie. Czy jest w stanie poświęcić życie dla opieki, nad niepełnosprawnym dzieckiem, które nigdy nie będzie prowadziło normalnego życia, a po jej śmierci zostanie wysłane do jakiegoś ośrodka.


Tak, czytałam ustawę. I dlatego się boję. Wam też polecam się z nią zapoznać. A na koniec, dla wszystkich krzykaczy broniących życia (ale tylko do momentu narodzin). Mam piękne słowa Romualda Dębskiego

Niech ktoś z nich przyjdzie i zadeklaruje: adoptuję dziecko pana pacjentki z zespołem Downa. Natychmiast namówię tę pacjentkę do tego, żeby ona to dziecko urodziła i oddała do adopcji. Do tej pory nikt z ruchów pro-life czegoś takiego nie zrobił. Czekam na listę posłów pro-life, które adoptują dziecko z zespołem Downa. Natychmiast będziemy walczyli, żeby te dzieci się urodziły.

To jak, panie Michale, zaoferuje się pan?

Tutaj zostawiam kontakt, gdyby zdecydował się pan na adopcję.