„Z przyczyn osobistych muszę oddać tę sześcioletnią suczkę. Psinka jest kochana, do tej pory żyła w pełnym miłości i wolnego czasu domu. Niestety, los pokrzyżował nam plany. Szukam dobrego i odpowiedzialnego domu.”

dsc_4403


„Hej! Jestem Gacuś, mam trzy latka. Jestem wesołym pieskiem i bardzo lubię zabawę! Niestety, z powodu alergii najmłodszego dziecka, moi właściciele szukają mi innego, dobrego domu”.


     „Oddam psa z powodu wyjazdu za granicę. Tylko w dobre ręce”.

     Takich ogłoszeń są setki. Każdego dnia. A pod nimi fala nienawiści w komentarzach.  Bo jak to można, wieloletniego przyjaciela oddać. Bo ja bym nigdy. Dzieci oddajcie. Za psa trzeba brać odpowiedzialność na całe życie, myśleć, zanim się kupi. W końcu to stworzenie nie zabawka. Potwory. Podludzie bez serca.

Stop.
     Serio, stop. Wstrzymajcie się z linczem kochani miłośnicy i miłośniczki zwierząt. Ja wiem, że serce boli, kiedy ktoś wieloletniego przyjaciela oddaje tylko dlatego, że psuje mu plany wakacyjne. Jednak te ogłoszenia przeważnie sięgają dużo, dużo głębiej, niż Wam się może wydawać. Nie uratujecie tym świata, nie zatrzymacie okrucieństwa. Jedyne, do czego doprowadzicie, to więcej zwierząt wyrzuconych przy drodze, przywiązanych w lesie czy utopionych w rzece. Bo ludzie będą się bali napisać ogłoszenie.
     Pewnie, że decyzja o wzięciu do siebie zwierzęcia powinna być przemyślana. To jest nowy członek rodziny. Żyje, czuje, przywiązuje się do nas. Oddawanie go „bo się znudził” jest czystym skurwysyństwem i nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu. Jednak potępiając publicznie każde takie ogłoszenie uzyskacie efekt skrajnie przeciwny do zamierzonego. Ludzi, dla których życie zwierzęcia nie ma wartości i tak to nie ruszy. Po prostu zamiast szukać domu w sposób oficjalny, zaczną pozbywać się problemu. Wiele zwierząt na tym ucierpi. A także ludzi, których los naprawdę zmusił do tak trudnej (możliwe, że najtrudniejszej w ich życiu) decyzji. Wbrew temu, co się Wam naiwnie wydaje, czasami nie ma wyboru.
     Wyobraźcie sobie ludzi, którzy napisali przytoczone na początku ogłoszenia. Kobieta z pierwszego ogłoszenia to starsza babeczka, która razem z mężem musiała zająć się swoją chorą na Alzheimera mamą. Niestety, zadanie okazało się trudniejsze, niż się spodziewała. Nie może zostawiać mamy samej na pięć minut w domu, bo może go podpalić. Codziennie sprząta fekalia, zmienia pieluchy starszej pani. Mąż nie wytrzymał, wyprowadził się. Została sama z chorą i swoją wierną sunią, która jest jej jedyną radością w tym trudnym czasie. Jednak wie, że nie może z nią nawet wychodzić na spacery. Na dodatek boi się o nią, bo starsza pani jest agresywna i nieobliczalna. Nie wini jej o to, w końcu to choroba nią kieruje, jednak ze łzami w oczach postanawia rozstać się ze swoją wieloletnią psią przyjaciółka. Dla jej dobra i bezpieczeństwa. Chociaż czuje, jakby miała się rozpaść na milion kawałków, pisze ogłoszenie. W komentarzach ludzie nazywają ją potworem i wredną suką, która powinna zdechnąć.
     Małżeństwo z drugiego ogłoszenia długo starało się o dziecko. Stracili ciążę kilka razy, a kiedy dziecko w końcu przyszło na świat, było wcześniakiem. Jednak udało im się, w końcu tworzą szczęśliwą rodzinę, razem z wesołym kundelkiem, który towarzyszył im przez ostatni czas. Dziecko i pies się polubili i chociaż początki nowego życia zawsze są trudne, to jakoś sobie radzą. Do czasu, kiedy niemowlę dostaje zapaści. Karetka, szpital, płacz i strach. Okazuje się, że to bardzo silna alergia. Odczulanie owszem, jest możliwe, jednak to długotrwały proces, niemożliwy do przeprowadzenia u niemowląt. Chociaż sprawia im to straszny ból, decydują się na oddanie psa, nie ryzykując życiem dziecka. Pod ogłoszeniem mogą przeczytać, że pies był pierwszy przecież, że jak dziecko pobędzie z nim dłużej, to alergia sama minie. Że niech dziecko oddadzą, nie psa.
     W trzecim przypadku jest samotna matka. Życie jej się posypało, została bez niczego, z dzieckiem i psem pod opieką. Często rezygnuje z kupienia jedzenia dla siebie, żeby ich nakarmić, jednak wie, że długo tak nie pociągnie. W końcu otrzymuje od starego znajomego propozycję pracy za granicą. Może zabrać ze sobą synka, jednak nie wchodzi w grę zabranie zwierzęcia. Nie ma wyjścia i nie umie go znaleźć. Prosi znajomą o wystawienie ogłoszenia, ponieważ sama nie ma nawet internetu w domu. Kiedy za jakiś czas zerka na stronę, zamiast ofert przygarnięcia widzi pełne nienawiści komentarze.

     Zanim w przyszłości ocenicie, proszę, pamiętajcie, że życie bywa przewrotne. Że często ludzie, którzy piszą te ogłoszenia mają bardzo dobre serca i jakaś ich cząstka umiera w środku, kiedy decydują się oddać wieloletniego przyjaciela. Zamiast ofert pomocy i adopcyjnych, otrzymują tylko falę jadu i obelg. I nigdy nie mówcie: „ja bym nigdy…”. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.

Piesek ze zdjęcia to Tila. Tila nie jest i nie będzie do oddania – tak dla ścisłości.