Zaczęło się niewinnie. Dziewczyna, którą poznałam na jednej z mamowych grup na Facebooku (wtedy jeszcze aktywnie się tam udzielałam) zapytała, czy nie mamy poratować paroma pieluchami.

dsc_7060


Nie znałyśmy się w ‚realu’, ale że mieszkała blisko, a wypadki chodzą po ludziach, nie było to dla mnie problemem. Wypadki się zdarzają, też raz wieczorem zostaliśmy bez pieluch i Grzesiek latał po okolicznych żabkach szukając chociaż dwupaka. Zresztą, dużo rozmawiałyśmy wirtualnie, często mi radziła, wspierała, uspokajała. Jedną wpadkę zaliczyła tylko na początku znajomości. Jakoś w rozmowie od słowa do słowa wyszło, że moi rodzice mają sklep z dziecięcymi ciuszkami blisko jej mieszkania.
Słuchaj, a możesz zapytać mamę, czy ma jakieś buciki rozmiar 24 albo cokolwiek ze strażakiem Samem? Chętnie wezmę!
– Jasne, zaraz do niej napiszę. Powiedz, że jesteś ode mnie, to jeszcze jakiś fajny rabat dostaniesz.
– No… ale… ja nie mam pieniędzy. Myślałam, że mogłaby mi po prostu oddać te rzeczy. Jakieś co się nie sprzedają, czy coś.
Trochę mnie to odrzuciło. Wyjaśniłam, że to normalny sklep i raczej nie wydaje mi się, żeby moja mama miała ochotę cokolwiek z niego rozdawać. Przystopowało ją to.

W każdym razie, zaczęło się od tych nieszczęsnych pieluch. I nie wiem jakim cudem, nagle stała się codziennym gościem w naszym domu i stałą częścią naszego życia codziennego. Zawsze był jakiś powód, żeby się pojawiła. A to ma fajną koszulkę dla Olka (z małpkami, bo Olek jest małpkowym fanatykiem), a to wyprzedaje ciuszki po swoim synku, a nie ma czym zrobić zdjęć. Kiedy pisałam, że idę myć okna, zaraz wyrywała się z ofertą pomocy w pilnowaniu Olka. Dopiero co przeprowadziliśmy się z lekkiego zadupia do centrum i w sumie potrzebowałam takiej koleżanki.  Z dzieckiem,  żeby mieć trochę wspólnych tematów.
Poza tym, ja mam dobre serce. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, pomogę jak tylko jestem w stanie. Serio. Opowiadała o tym, że organizuje zbiórki ciuszków i zakupów dla biednych rodzin. Bez zastanowienia oddałam jej ubranka Olka, z których już wyrósł. Zajmowały mi niepotrzebnie miejsce i w sumie sama miałam szukać rodziny, której mogę oddać, a ona mi po prostu oszczędziła zachodu. Tak myślałam.

Fajne było, że wieczorem wpadała do mnie koleżanka na plotki i piwko, a Grzesiek w tym czasie pilnował Olka. Z tym, że wpadanie na piwko zawsze oznaczało na nasze piwko. Grzesiek żartował, że powinna się dokładać do czynszu, bo jest u nas częściej niż on. A ja, chociaż lubię ludzi, powoli byłam już zmęczona i przytłoczona jej osobą. Powolutku chciałam ją od siebie odsunąć, mieć trochę przestrzeni dla siebie. I się zaczęło.
Bombardowała nas w rozmowach swoimi problemami. Nagle jej związek nie był już super szczęśliwy. Jej facet tylko siedział i grał na kompie, byli bez kasy, bił ją, zdradzał i w ogóle wszystko co najgorsze. Więc litowałam się i z powrotem przygarnęłam ją, żeby mogła się wygadać, odpocząć trochę od ciągłego zajmowania się dzieckiem (teraz widzę, że odpoczywała od niego więcej niż ja, bo była u nas co wieczór). Wcześniejsze opalanie Grześka z fajek przerosło w branie ich bez pytania z jego paczki w łazience. Pożyczała ode mnie drobne kwoty pieniędzy, o których ja zaraz zapominałam.
Grzesiek otrząsnął się pierwszy. Zasugerował, że może jej intencje wobec nas nie są do końca szczere. Że za dużo pozwalam. Że kiedy kupuje mi wieczorem wracając z pracy kurczaka z KFC, to kupuje go dla mnie, a nie żeby ją karmić. Zresztą, kolacje też u nas jadała. Obraziła się nawet, jak raz zrobiłam naleśniki ze szpinakiem, bo ona nie lubi. Doszło do tego, że wpadała bez zaproszenia. Kiedy mówiłam, że wieczorem będzie u mnie koleżanka, ona wynajdywała jakiś powód, żeby też się u nas znaleźć (chociażby klocek dziecka, który zostawiła). I siadała, na fotelu w rogu, nic nie mówiąc i czekając, aż ktoś poda jej piwo.

Poznała też naszego kolegę. To bardzo dobry chłopak, ale z problemami i bez doświadczenia z dziewczynami. Tak wyszło, że go wokół siebie zakręciła i poszła z nim do łóżka. A on litował się nad jej biednym losem. I pożyczał pieniądze.
Poznała naszą koleżankę. Samotną matkę z dwójką małych dzieci. Taka sama sytuacja, dziewczynie się nie przelewa, ale jak usłyszała jej historię, zrobiła jej zakupy na święta. I pożyczyła pieniądze.

Od słowa do słowa wyszło na to, że od każdego z nas wyciągnęła tyle fantów i kasy, że starczyło by na utrzymanie trzech biednych rodzin. Postanowiłam uciąć znajomość. A może raczej jej interesowną część. Przestałam cokolwiek dawać, przestałam materialnie pomagać, częstować piwem, Grzesiek schował papierosy do kieszeni. Nie oddawałam już ciuszków. I nagle już nie była u nas częstym gościem. W zasadzie dwa tygodnie musiałam prosić, żeby znalazła pięć minut, żeby podrzucić mi moją ulubioną bluzę. Znajomość naturalnie się jakoś rozpadła, chociaż co jakiś czas próbowała jeszcze zagadać pisząc o swoich problemach i ciężkiej sytuacji.

Tymczasem nasz życie toczyło się dalej, rodzina miała się nam powiększyć – znaleźliśmy szczeniaka idealnego. Od dwóch tygodni mieliśmy umówiony termin odbioru pieska. Kawałek od Szczecina, a że nie jesteśmy mobilni, nie mamy auta, umówiliśmy się ze wspomnianym wcześniej kolegą, że nas podwiezie. Nie zagłębiając się w sytuację, znalazła sposób, żeby się na nas zemścić za odcięcie dopływu kasy, jedzenia i ciuchów – tak zamanipulowała kolegą, że 5 minut przed planowanym wyjazdem, odwołał go.
A manipulować potrafiła. Wymyślała kolejne, coraz bardziej łzawe i ckliwe historie. I nie tylko my się na nie nabraliśmy.

Zrobiłam własne mini śledztwo. Popytałam znajomych, popytałam ludzi. Nagle się okazało, że każdy poznał ją przez internet. Każdemu opowiadała te same historie, każdy robił jej zakupy, pożyczał pieniądze, dawał ubranka. Ubranka, które potem znalazłam wystawione na sprzedaż. Ile osób poza nami tak naciągnęła? Ile miesięcznie wyciągała z żerowania na osobach, które jej zaufały? Nie mam pojęcia.

Wiem za to jedno – trzy razy zastanowię się, zanim komuś znowu pomogę. Zacznę zwracać uwagę na takie sygnały jak to, że ktoś zmienia facebookowe profile, że kategorycznie odmawia spotkań u siebie w domu. Nabiorę dystansu do osób, które pojawiają się w życiu nagle i wchodzą w nie bardzo głęboko.
I mam nadzieję, że moja historia pomoże wam ustrzec się od podobnych błędów.

Ten post zasługuje na dodanie zakończenia. Ku przestrodze udostępniłam go na dwóch grupach, w których ta dziewczyna się udziela. Bez podawania danych. Nie chciałam robić nagonki, nie szukałam krwi – po prostu chciałam zwrócić uwagę na pewne zachowania, które powinny dać do myślenia.
Spodziewałam się pytań o nazwisko, spodziewałam się, że może jeszcze ze dwie dziewczyny tak oszukała.
To, co stało się już 10 minut po publikacji było niesamowite. Nie podałam tu żadnych cech rysopisu, nic konkretnego na temat tej dziewczyny, jedynie to, jaka była nasza relacja z nią. Mimo tego nikt nie pytał o nazwisko. Pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy od różnych osób, w których było podane. Cały czas padało tylko jedno imię, cały czas prawidłowe. Nie wyrabiałam z odpisywaniem na prywatne wiadomości, w których kilkanaście różnych dziewczyn napisało mi, że też jej pomagają w ten sam sposób już od jakiegoś czasu. Nie spodziewałam się, że działała na taką skalę. Koniec końców, chyba jej kariera internetowa na jakiś czas się skończyła, więc mamy happy end.
I wiecie co? Zawsze zaczynało się od pieluch.