Życie jest święte. Należy je bezwzględnie chronić. Tak naprawdę, to najważniejsze, co mamy, bo kiedy się skończy, nic innego nie będzie miało znaczenia. Dlatego jestem pro life i zamierzam chronić moje życie za wszelką cenę.

dsc_1362

     Facebookowe profile zalała fala zdjęć z hasztagiem #czarnyprotest. Jeśli jakimś cudem uchował się jeszcze ktoś, kto nie wie, o co chodzi, szybko wyjaśniam: pewni ludzie, nie mający nic wspólnego z rodzeniem czy wychowaniem dzieci, chcą w Polsce wprowadzić całkowity zakaz aborcji. W tej chwili zabieg jest dozwolony w trzech przypadkach: kiedy ciąża zagraża życiu matki, jest wynikiem gwałtu lub płód posiada wady, które nie pozwolą mu w przyszłości na normalne życie.
     Jak pokazuje przypadek doktora Chazana czy statystyki, nawet te ustalenia, chociaż brzmią sensownie, są zbyt restrykcyjne. Rozwijający płód nie ma zamiaru czekać na wszystkie procesy biurokracyjne. Zmienia się w czujące i myślące dziecko, zanim elegancko ubrani panowie, którzy nigdy w ciąży nie byli ani nie będą, zadecydują o zgodzie na aborcję. Zgwałcona nastolatka, zamiast uzyskać jakąś pomoc, musi przechodzić przez kolejne piekło, starając się udowodnić (zanim nadejdzie czas porodu), że gwałt był gwałtem. Aborcja nie powinna być metodą antykoncepcji (i nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek poza jej przeciwnikami ją tak traktował), ale wyborem, który mamy.

     Ustalmy jedno – całkowity zakaz aborcji będzie miał taką samą siłę przebicia jak zakaz prostytucji czy palenia marihuany. Kobiety, które ciążę chcą usunąć (bez różnicy z jakich powodów) i tak to zrobią. Czy to w kraju, u lekarza z polecenia, czy za jego granicami – niemieckie i czeskie kliniki przywitają je z otwartymi ramionami, zapewniając bezpieczeństwo, sterylne warunki i rozmowę z psychologiem. Oczywiście, za odpowiednią opłatą, na którą nie każdego stać.
     Radykalnie za to zmieni się sytuacja w kraju. Badania prenatalne,  staną się luksusem kobiet, które będzie stać na zrobienie ich poza Polską. Matki, które poroniły, zamiast otrzymać odpowiednie wsparcie, będą musiały udowodnić, że poronienie nie było aborcją farmakologiczną. Kobiety będą zmuszone nosić w sobie dzieci martwe. Dzieci, które urodzą się tak zdeformowane, że jedyne, co poznają w swoim krótkim życiu to niewyobrażalne cierpienie. Kobiety będą umierać.

     Jestem pro life. Uważam, że powinniśmy chronić życie. Te, które jest tutaj, na ziemi. Które czuje, oddycha, funkcjonuje samodzielnie. Mam wrażenie, że przeciwnicy aborcji żyją w jakimś oderwanym od rzeczywistości świecie. Świecie, w którym przez „ochronę życia” rozumie się tylko ochronę życia płodu. Nikogo nie interesuje, co się stanie z nim po urodzeniu. Przecież koronnym argumentem jest „może urodzić i oddać do adopcji”. Powtarzane w kółko, jak mantra, przez facetów (nie mężczyzn) siedzących bezpiecznie przed klawiaturą komputera, którzy nie tylko nie mają dzieci, ale też bardzo często kobiety. Takich, których problem nigdy nie dotyczył ani dotyczyć nie będzie. Logicznym by było, kiedy takie komentarze wygłaszałyby osoby aktywnie działające jako wolontariusze w domach dziecka. Tworzący rodziny zastępcze i poświęcający swoje życie poprawie życia tych dzieci. Jednak nikt z nich tego nie robi. Ich aktywność ogranicza się do napisania obraźliwego komentarza w internecie i kliknięcia enter. Nazywają kobiety morderczyniami, jednak sami nie mają problemu, żeby zaryzykować ich życiem, w imię swojej ideologii.

     Jeśli to czytacie, moi drodzy: ryzykować możecie tylko i wyłącznie własnym życiem. Nie moim, nie innych kobiet. Jeśli kobieta decyduje się postawić na szali swoje życie – jej wybór. Tylko i wyłącznie jej. Jeśli uważacie inaczej, to wy jesteście mordercami. To wy chcecie bawić się w Boga, decydując sprzed swoich monitorów o życiu lub śmierci kobiet, których nawet nie znacie. Chcecie być pro life? Ruszcie tyłki sprzed monitora do najbliższego domu dziecka. Zróbcie zakupy biednej matce piątki dzieci. Poświęćcie na pomoc innym swoje własne życie. Tylko i wyłącznie wtedy macie prawo zabrać głos.