Rzecz oczywiście o piciu. Zdarzyło mi się pracować za barami w Polsce, a teraz trafiło na Hiszpanię. I wiecie co? Nigdy nie zaskoczyłam się tyle razy, co w ciągu tych paru pierwszych tygodni pracy.

dsc_8143


Kultura picia i sposób serwowania alkoholi są tu całkowicie inne niż u nas (jeśli trafi się tu jakiś barman z Anglii, Francji czy innych Włoch i zobaczy, że pewne rzeczy dotyczą nie tylko Walencji, bardzo proszę o wyrozumiałość – wypisuję tylko różnice między Polską a Walencją, nie mam pojęcia, czy niektóre praktyki są popularne także w innych miejscach świata).


Gin, gin i jeszcze raz gin!

Tutejsze puby często są nazywane po prostu Gin Barami. To zdecydowanie najpopularniejszy alkohol tutaj. Wybór jest tak szeroki, że nowicjusz głupieje patrząc na barowe półki. Mamy więc: giny cynamonowe, truskawkowe, tanie, drogie, kolorowe. Podaje się je w specyficzny sposób – w specjalnych kieliszkach, wlewając tonik po ustawionej pionowo długiej spiralnej łyżce. Do tego trzeba dodać konkretne dodatki, które dla każdego gatunku ginu są inne. Łatwo tutaj o gafę (sama dalej mam małą ściągawkę pod barem), bo jak już wspominałam, wybór jest spory. Hendricksa podajemy z ogórkiem, Tanqueray z pomarańczą, Beefeatera z limonką, truskawkowy gin z płatkami róży itd.

 Darmowa szama.

Coś, co u nas można spotkać tylko w niektórych lokalach (i to przy zakupieniu większej ilości alkoholu), tutaj obowiązuje nawet w najmniejszych wiejskich barach. Normą jest, że nawet zamawiając jedno małe piwo czy lampkę wina, dostajemy coś do pochrupania. Chipsy, orzeszki, oliwki, a do ginów… żelki!

dsc_8231

Piwa, nalejcie piwa…

Piwo możemy tutaj dostać w zasadzie w pięciu wariantach: Cana, czyli ok 0,25 lanego piwa, doble – 0,33 i litrowy dzbanek. Butelkowe quinto i tercio odpowiadają objętościowo tym z kija. Nigdzie nie da się spotkać naszych normalnych, półlitrowych pokali, puszek czy butelek.

Nigdzie się nie spieszy.

Nie jest tajemnicą, że Hiszpanie do wszystkiego podchodzą z ogromnym luzem i są ślamazarni. To samo z piciem. standardowy czas poświęcany na jednego drinka lub duże piwo to około godziny (a zdarza się często, że i więcej). W mojej do tej pory czteromiesięcznej karierze tutaj tylko raz spotkałam się z przypadkiem, kiedy facet pił w normalnym dla nas tempie.

Shoty

Tutaj zwane chupitosami, praktycznie nie istnieją. Czasem trafi się jakaś jednostka, która poprosi o chupito tequili lub (częściej) Jagermeistra, jednak raczej decydują się na to, kiedy są zmuszeni (np muszą siusiu, a toaleta jest tylko dla klientów).

dsc_8214


Elegancja Francja

Jak mi to wyjaśnił pewien barman, ludzie tutaj lubią poczuć się ważni. W związku z tym każdy drink, normalnie podawany w długiej szklance lub whiskaczówce, tutaj piją w specjalnym, dużym kieliszku na długiej nóżce. Wyglądają ładnie, faktycznie, ale wyznam Wam, że ich nienawidzę – dziadostwa są tak niestabilne, że doniesienie więcej niż trzech pełnych drinków na tacy do stolika graniczy z cudem.

 Godziny otwarcia

To jest najbardziej pokręcone. W Polsce mając swój bar, siedzisz w nim ile Ci się tylko podoba. Możesz mieć otwarte do północy, rana albo całą dobę – w końcu jesteś szefem. Jeśli chcesz zamknąć, prosisz ludzi z zewnątrz o wyjście na taras, gdzie sobie w spokoju kończą napoje. Tu jest na odwrót. Ogródki piwne na ulicach muszą być (pod groźbą mandatu) zwinięte przed 1:00 (w lato 1:30), a ludzie z nich przesiadają się do środka. To, jak długo możesz mieć otwarte zależy od wykupionej licencji. Restauracjo puby zamykają się pół godziny po zwinięciu ogródka, bary około trzeciej, a kluby są czynne do rana (kolacje je się tutaj między 22:00 a 00:00 stąd tak długo otwarte knajpy)