Z pełnym przekonaniem stwierdzam: mężczyźni są gatunkiem zagrożonym.

dsc_2924

     Kiedy byłam małą dziewczynką – siedmio, może ośmioletnią – często jeździłam z dziadkami na wycieczki do lasu. Uwielbiałam wszystko, co się na to składało, łącznie z pokonaniem paru przystanków zatłoczonym tramwajem. Rzadko kiedy była okazja, żeby zająć miejsce siedzące, bo był to jedyny tramwaj podjeżdżający pod szpital, jednak mi to nie przeszkadzało. Podczas jednej z takich tras jak zawsze trzymałam się ramienia dziadka, starając się zachować równowagę. Siedzący kawałek dalej mężczyzna (w moich wspomnieniach to starszy facet, jednak to wspomnienia dziecka – pewnie był przed trzydziestką) kiedy tylko mnie zobaczył, podniósł się z krzesła. Wskazał mi je, mówiąc, że żadna kobieta nie będzie stała w jego towarzystwie. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak dumna i ważna się poczułam w tym momencie. On pewnie nawet gdyby przeczytał te słowa, nie przypomniałby sobie tej sytuacji. Sytuacji, która na zawsze ukształtowała obraz prawdziwego mężczyzny w oczach małej dziewczynki.

     Pamiętam czasy mojej ciąży. To był grudzień, więc brzuch miałam już całkiem pokaźny (na tyle, żeby mimo piątego miesiąca ludzie gratulowali mi bliźniaków). Unikałam jeżdżenia publicznym transportem, jednak tym razem nie miałam wyjścia. Kurier mnie wystawił, więc musiałam podjechać sama po prezent – niespodziankę na święta. Autobus zawalony po brzegi i to absolutnie nie staruszkami. Mężczyznami w kwiecie wieku (sądząc po trasie, większość była studentami), którzy nagle oślepli. Każdy, kiedy tylko napotykał mój wzrok, nagle przerażony zaczynał bawić się telefonem czy oglądać swoje kolana. Schowałam się w bezpieczny róg, w którym mój brzuch był w miarę osłonięty od bujających się w rytm ruszania i hamowania ludzi. W pewnym momencie dostrzegła mnie jakaś babuleńka. Rozejrzała się po całym autobusie i kiedy zobaczyła, jak wygląda sytuacja, sama wstała. Miejsca nie przyjęłam, kłamiąc, że już i tak wysiadam.

     Zawsze wiedziałam, jaki powinien być mężczyzna, z którym spędzę życie. Musiał sprawiać, żeby kobiety przy nim czuły się kobietami. Nie tylko te piękne, które próbuje uwieść. Czy to mała dziewczynka, czy sześćdziesięcioletnia sąsiadka – prawdziwy mężczyzna przepuści je w drzwiach. Ustąpi miejsca siedzącego. Pomoże wnieść zakupy. Bezinteresownie, bo przecież jest mężczyzną, a mężczyzna tak właśnie traktuje kobiety. Udało mi się wybrać dobrze i dołożę wszystkich starań, żeby mój syn również taki był.

     Patrzę na chłopców teraz i jestem przerażona. Nie chodzi nawet o to, jak przedmiotowo traktują swoje rówieśniczki – przedmiotowość działa tu w dwie strony. Wydaje mi się, że ich koleżanki stają się bardziej męskie od nich. Oczywiście, to świetnie, ze kobiety stają się niezależne, bo nie chodzi przecież o to, żeby być sierotką, którą trzeba się zajmować. Jednak nie zwalnia to z kultury i dobrego wychowania. Nie wyobrażam sobie, jak w przyszłości ci chłopcy mieliby się stać mężczyznami. Komu ich żony będą się wypłakiwać po ciężkim dniu? Kto im powie, że wszystko będzie dobrze, że już zajął się tym strasznym pająkiem w łazience?
     Jestem chyba trochę staroświecka. Lubię kiedy facet jest w pewnym stopniu złotą rączką. Kiedy, tak jak mój G., potrafi obudzić mnie śniadaniem do łóżka i naprawić cieknący kran. Lubię to, że jest silniejszy, że nie pozwala mi dźwigać nic cięższego od kwiatka, który mi kupił bez okazji. Zresztą, nie tylko mi – w podobny sposób traktuje też inne kobiety. Bez zastanowienia rzuca się do pomocy, kiedy widzi, że jakaś matka mocuje się z wniesieniem wózka do tramwaju. Wiem, że w miarę możliwości zawsze wyciągnie pomocną dłoń i dlatego jestem z niego dumna. I spokojna o przyszłość Olka, bo prędzej czy później przejmie to od niego.

     Wśród facetów panuje bardzo błędne przekonanie, że żeby zrobić z syna mężczyznę powinni nauczyć go nie okazywać emocji (w końcu „chłopaki nie płaczą”). Że męskość mierzy się miarą podniesionych ciężarów, ilością zaliczonych lasek czy szczęk złamanych w ulicznych bójkach. Dlatego mężczyzn jest coraz mniej – bo zapominają, że jedyną prawidłową miarą męskości jest ich stosunek do kobiet.