Są momenty, kiedy wena nas opuszcza i wydaje się, jakby nigdy miała nie wrócić. Czujemy wewnętrzną potrzebę żeby coś napisać, stworzyć czy namalować, ale kiedy siadamy do klawiatury albo sztalugi, nie wiemy co dalej zrobić. Nie da się tego uniknąć, jednak jest kilka sposobów, co robić w takiej sytuacji.

Inspiracje


W blogowaniu bardzo ważna jest systematyczność. Jeśli chcecie zdobyć (i co najważniejsze – utrzymać) jakichkolwiek czytelników, musicie pisać. Nie ma, że boli – posty muszą się pojawiać regularnie i najlepiej minimum trzy razy w tygodniu. To coś, z czym ja, przy moim totalnym braku organizacji, zawsze miałam straszny problem. Wiedzą o tym ci z Was, którzy są ze mną jeszcze od czasów Girls Watch Porn.

     Dlatego, zanim ruszyłam z tym blogiem, dobrze się przygotowałam. Przede wszystkim postanowiłam sobie, że co by się nie działo, posty (troszkę wzorem Kameralnej, która już sama w sobie jest dla mnie ogromną inspiracją) postanowiłam dodawać w poniedziałki, środy i piątki. Póki co złamałam tę zasadę jeden raz, przez przeprowadzkę, a co za tym idzie brak prądu i Internetu, więc poniekąd czuję się usprawiedliwiona. Zrobiłam też listę rzeczy, które mi pomagają, kiedy zablokuję się całkowicie i mimo przygotowanej wcześniej listy kilkunastu tematów, nie potrafię przelać na ekran komputera ani jednego słowa.

1. Wyłącz internet.

     Tylko tyle i aż tyle. Nie jesteście nawet świadomi tego, jak dużo czasu tracicie na przeglądanie śmiesznych zdjęć kotów w internecie, dopóki go nie stracicie (wiem, co mówię – od dobrych dwóch tygodni internet mam tylko w pracy). To główny wróg kreatywności i zjadacz czasu. Wiem, wiem – można też czerpać z niego różne inspiracje , ale bądźmy ze sobą szczerzy – większość czasu spędzonego w sieci mija nam na bezsensownym scrollowaniu tablicy i czytaniu kompletnie nieistotnych wiadomości i ciekawostek. Dlatego to pierwszy krok, który powinniście zrobić – odłączyć się od sieci.

2. Muzyka.

     Wiem, że to oklepane, ale słuchanie muzyki naprawdę może pomóc. Pod warunkiem, że serio jej SŁUCHAMY. Nie chodzi o muzykę w tle, kiedy my jesteśmy zajęci jakąś inną czynnością i ledwo zwracamy na nią uwagę. Rozsiądźcie się wygodnie i wrzućcie na playlistę wszystkie piosenki, jakimi dysponujecie (a najlepiej dorzućcie kilka nowych, od przyjaciółki, brata czy męża). Skupcie się na muzyce, wsłuchajcie w tekst. Spróbujcie rozgryźć znaczenie, nawet jeśli jest to The Riddle. Zdziwilibyście się, jak często piosenki, które znacie, po uważnym przesłuchaniu, okazują się mówić o czymś zupełnie innym, niż Wam się wydawało. Może akurat o czymś, o czym warto napisać?

3. Spacer bez muzyki.

     Teraz trochę na opak. Większość z nas nie wyobraża sobie ruszyć się dalej niż do osiedlowej Żabki bez słuchawek na uszach, jednak będę Was namawiać, żebyście spróbowali. Swojego czasu, kiedy byłam młoda, głupia i bez zobowiązań, lubiłam urządzać sobie jedno lub paro dniowe wycieczki. Autobusami, pociągami, a nawet autostopem. Bez towarzystwa, ale też przede wszystkim bez elektronicznych sprzętów. Średnio to rozważne, ale też rozwaga nigdy nie była moją mocną stroną. Nie namawiam Was absolutnie, żebyście moim przykładem odcinali się od wszystkiego na tak długo i nie dawali nikomu znaku życia. Jednak zawsze możecie wsiąść w przypadkowy autobus, wysiąść na końcowym przystanku i połazić samotnie po okolicy, nie zagłuszając myśli muzyką. Jeśli chcecie, weźcie ze sobą aparat (ten w telefonie też się nada). Zrobione podczas spaceru zdjęcia mogą się Wam przydać do następnego punktu.

4. Utwórz inspirujący folder ze zdjęciami.

     Najlepiej Waszymi zdjęciami. Będziecie mogli ich potem użyć w poście. Nie wiecie nawet jak często moje posty zaczynały się nie od jakiegoś hasła czy słowa, ale właśnie od zdjęcia. Większość zdjęć przechowuję na przenośnym dysku, jednak mam jeden malutki folder na pulpicie, w którym trzymam zdjęcia nadające się na bloga. Często je po prostu przeglądam, bo nigdy nie wiem, kiedy akurat jedno z nich mnie natchnie.

5. Spróbuj czegoś nowego.

     Normalnie zajmujesz się pisaniem? Sięgnij po pędzle. Potrzebujesz inspiracji do nowej sesji fotograficznej? Napisz wiersz, albo pobrzdąkaj na gitarze. Malujesz obrazy akwarelami? Wyjdź w plener z aparatem albo zrób sesję zdjęciową makaronu w domu (nie uwierzycie, jak fotogeniczny potrafi być surowy makaron). Czasami, kiedy próbujemy czegoś kompletnie innego niż do tej pory, znajdujemy w sobie pokłady kreatywności, o które nigdy się podejrzewaliśmy. Kiedyś spędziłam noc lepiąc figurki z masy solnej (tak, byłam już dorosła).


6. Rób notatki.

     Zapisuj każdą myśl jaka Ci wpadnie do głowy. Nigdy nie wiesz, kiedy przyjdzie pora, żeby ją wykorzystać, a smutna prawda jest taka, że przynajmniej osiemdziesiąt procent naszych pomysłów ucieka nam, bo ich nigdy nie zapisaliśmy. Evernote świetnie się do tego nadaje, nie wiem, jak mogłam kiedyś bez niego żyć. Jednak ostatnio przypomniałam sobie, jak cudowne jest pisanie ręczne. Niestety, w moim nowym, ukochanym notesiku mogą sobie pozwolić jedynie na krótkie notatki, najlepiej w punktach. Mój charakter pisma jest paskudny do takiego stopnia, że nawet aptekarz nie umiałby rozszyfrować, czy pisałam poradnik blogowania, studium wiedzy nad wpływem faz księżyca na pożycie pingwinów, czy może drugą część Codex Seraphinianus.
     Tak czy siak – wszyscy wszędzie o tym trąbią, ale dopóki nie zaczniesz robić notatek, nie zobaczysz, jak wiele one ułatwiają.

7. Zabawa słowna.

     Otwórz pierwszą lepszą książkę czy gazetę na przypadkowej stronie. Wyszukuj krótkie zdania i staraj się je przerobić na tytuły postów, opowiadań czy obrazów. Znajduj hasła i wymyślaj temat, który mógłby się za nimi kryć. Może któryś będzie na tyle dobry, że go wykorzystasz.