Hiszpania to nie tylko pomarańcze, palmy, piękne morze i smaczne wino. Chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać bajkowa, ma też, jak każde miejsce na świecie, swoje wady. Zanim zdecydujecie się na przeprowadzkę, warto je poznać.

przeprowadzka do hiszpanii co wiedzieć


Przestrzeń osobista.

     Chociaż niektórzy wymieniają to jako zaletę Hiszpanii i otwartość tutejszych ludzi – dla mnie to spory problem. Otóż Hiszpanie absolutnie nie znają pojęcia przestrzeni osobistej. Obcy ludzie pocałują Cię na powitanie w oba policzki, rozmawiając będą stawać bardzo blisko. Dotykać, poklepywać, głaskać – zachowywać się w sposób, w który w Polsce zachowują się tylko najbliżsi przyjaciele (i to po sporej ilości wlanego w siebie alkoholu).
     Dla niektórych to plus – pierwsze lody są z miejsca przełamane i od razu się rozluźniają. Ja czuję się niezręcznie i staram się wymyślić jakiś powód, żeby odsunąć się chociaż o te pół kroku nie urażając przy tym rozmówcy.

Mañana.

     To pierwsze słowo, jakie tu poznacie. „Mañana”, czyli „jutro” – bo to w Hiszpanii odpowiedź na większość pytań czy próśb.  W ciągu roku mieszkania tutaj, ani razu nie udało nam się załatwić sprawy w ten sam dzień. Bez różnicy, czy chodzi o jakiś rachunek, spotkanie z dostawcą, awarię w barze czy wizytę ogrodnika. „Jutro” jest zawsze najbliższym możliwym terminem. Oczywiście, jeśli wyrobicie się w godzinach otwarcia (w naszym miasteczku poczta była otwarta godzinę dziennie – o ile listonosz nie był zbyt pijany).
     Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam coś załatwić w Hiszpanii, zatęsknicie za polskimi urzędami. Serio.

Śmieci.

     Chociaż to naprawdę piękny kraj, nikt nie dba w nim o porządek. Ulice pełne są puszek, papierków i innych śmieci, których nikt nie sprząta. Hiszpanie jedząc orzeszki do piwa wolą wyrzucić łupiny na ziemię niż do popielniczki czy podstawionej im pod nos miski. Mało kto też zaprząta sobie głowę sprzątaniem po psie, nawet jeśli załatwi się na środku chodnika. Zresztą, ludzie też nie mają z tym problemu – coś, co u nas jest piętnowane i wytykane palcami, tutaj jest na porządku dziennym. Ludzie w garniturach, dzieci, eleganckie babeczki – nikt nie ma problemu, żeby wysikać się w bramie w centrum miasta w środku dnia. Stąd, jak wspominałam ostatnio na Twitterze, w mieście bardzo intensywnie czuć mocz.

Prawa zwierząt.

     Szczerze, nie mam pojęcia, czy coś takiego w ogóle tutaj istnieje. Pisałam już o gonitwie byków, której byliśmy świadkami, ale tyczy się to również reszty zwierząt. Są tutaj traktowane bardzo przedmiotowo. Dopiero w 2002 roku zakazano rytualnego wyrzucania żywej kozy z wieży kościoła. Corrida nadal jest jedną z ulubionych rozrywek tubylców. Możliwe, że psy i koty stoją na trochę wyższej pozycji, jednak reszta zwierząt jest traktowana instrumentalnie.

Dzieci.

     Zaczynając od edukacji – możecie sobie narzekać ile chcecie na polskie szkoły, jednak dają nam dużo więcej możliwości niż hiszpańskie. Jeśli chcecie, żeby Wasze dziecko miało jakąkolwiek wiedzę, musicie liczyć na dodatkowe kursy i zajęcia. Z czego zresztą sporo hiszpańskich rodziców chętnie korzysta. Bo widzicie, tutaj większość rodziców wysyła już kilkuletnie maluchy do przedszkola z samego rana, a odbiera dopiero po dziewiętnastej. Jak powiedziała mi jedna znajoma Hiszpanka – trochę jest to może spowodowane godzinami pracy rodziców, jednak bardziej przyzwyczajeniem tutejszych, że wychowaniem dzieci zajmie się państwo.
     Rodzice zabierają ze sobą dzieci do restauracji i barów – co byłoby rewelacyjne, gdyby miało służyć nauce życia w społeczeństwie i zachowania w miejscach publicznych, jednak częściej polega na puszczeniu ich samopas, kiedy rodzice piją wino w gronie przyjaciół.

To piękny kraj. Pełen pozytywnych ludzi, dobrej zabawy, słońca i przepysznych pomarańczy. Jednak zanim zdecydujecie się rzucić wszystko i rozpocząć nowe życie w rytmie flamenco zastanówcie się, czy będziecie w stanie zaakceptować naprawdę ogromne różnice kulturowe.