Wy wszyscy, którzy udostępniacie teksty o tym, jak to w dzieciństwie biegaliśmy brudni i z podrapanymi kolanami.  Wy, którzy z nostalgią wspominacie, jak to kiedyś było lepiej, bo nikt nie chuchał ani nie dmuchał.  Właśnie wy dostaliście nagle ataku zbiorowej paniki na widok dziecka w sklepowym wózku.

Teksty o tym, jak to się dorastało w latach dziewięćdziesiątych krążą po sieci w różnej formie. Są memy, są wpisy na blogach, demotywatory, grupy i strony na facebooku. Co jakiś czas pojawiają się nowe i kolejni ludzie wzdychają nad tym, jak to cudownie się dorastało, kiedy nikt nie przejmował się zdartym łokciem czy guzem na czole. Kiedy biegaliśmy po podwórkach brudni, od rana do wieczora. Zrywaliśmy owoce prosto z drzewa, kąpaliśmy w wiejskich jeziorach pełnych glonów i innych syfów, Te piękne czasy wolności, bez przesadnej troski rodziców z każdej strony. Lubimy o tym opowiadać, lubimy wspominać, jak to dzisiejsi rodzice są przewrażliwieni. Jak obchodzą się z dzieckiem, jak z jajkiem, a przecież za naszych czasów…


Jednocześnie naród zalała fala paniki po tym, jak w Biedronce ktoś wsadził dziecko w bucikach do sklepowego wózka. Tak, tego samego wózka w którym pracownicy Biedronki wożą kartony i zgrzewki na magazynach. Tak, tego samego, który normalnie stoi przypięty na dworze przed sklepem bez względu na to czy deszczy, czy grad, czy śnieg. Afera urosła do takiej skali, że portale piszą artykuły na ten temat. Ludzie w komentarzach przeżywają sprawę, jakby z tych wózków jedli, oblizując dokładnie kratki, a nie wrzucali do nich zapakowane produkty. Nagle wszyscy wspominający brudne dzieciństwo jako coś najpiękniejszego pod słońcem (bo tak było, potwierdzam), nie mogą pogodzić się z faktem, że but dziecka dotknął metalu, który być może dotknie opakowania, w których jest zakupiony przez nich ser.


Zastanawiam się, co by się stało, gdyby tych wszystkich ludzi faktycznie wrzucić do lat dziewięćdziesiątych. Kiedy rozwrzeszczane dzieciaki biegały wszędzie i nikt nie nazywał ich zaraz bachorami (no, chyba, że sąsiad, któremu akurat piłką wybili okno). Kiedy spróbowanie owocu przed kupieniem było czymś normalnym i nikt nie wzywał policji ani nie przeżywał, że jak to tak, zjeść przed umyciem (też afera z Biedronki). Przecież ktoś mógł tego wcześniej dotknąć. Jakby sobie poradzili na widok małych dzieci biegających z pączkami, lodami czy oranżadą. Zjadających razem na podwórku paczkę chipsów. Kiedy rodzice normalnie wsadzali dzieci do sklepowych wózków, mężczyźni ustępowali miejsca nie tylko staruszkom, ale kobietom w ogóle. Kiedy w kolejce zawsze przepuszczono kobietę w ciąży albo z dzieckiem na rękach i nikt nie wykrzykiwał haseł o „roszczeniowych patusach, co to bachory dla pięciu stówek robią”. 


Wy wszyscy, którzy tęsknicie do starych czasów, których często nawet nie pamiętacie – jak wy byście sobie w nich poradzili?