Widzę ostatnio wiele młodych blogów, z ogromnym potencjałem, jednak popełniających podstawowe błędy. Błędy, które spowolnią lub zatrzymają ich rozwój. Nie bądź jednym z nich.


     Chociaż ten blog jest moim najnowszym dzieckiem (które zmartwychwstało po trzech latach przerwy), przez moje życie przewinęło się kilka innych. Pierwszym pisanym na poważnie było Girls Watch Porn, przy którym popełniłam wszystkie możliwe błędy. Gdybym o tych rzeczach wiedziała od początku, prawdopodobnie blog okazałby się niesamowitym sukcesem (i tak był, ale wiecie o czym mówię). Bogatsza o doświadczenia chciałabym się z Wami nimi podzielić. 



1. Warsztat pisarski.


     Bez tego nawet nie ma co zaczynać (chociaż dużo osób, niestety, to robi). O ile Wasz blog nie polega tylko i wyłącznie na fotografiach albo przepisach, musicie opanować sztukę pisania. Nie każdy rodzi się z lekkim piórem, które porwie miliony i zachwyci nawet, jeśli będzie pisać o wyższości krzesła nad fotelem. Jednak pamiętajcie, że nawet wirtuozi pióra musieli sobie najpierw wypracować jakiś warsztat. To jest do nauczenia. Wystarczy poznać kilka podstawowych zasad i pisać, pisać i jeszcze raz pisać. 


     Warto też sporo czytać (nie tylko podręczników pisarskich – chociaż jeśli takich szukacie, polecam Wam „Jak pisać” Kinga, kawał porządnej książki z konkretami). Czytanie pomoże Wam znaleźć swój własny styl, ale też wypracować sobie jakieś pojęcie o strukturze tekstu. Nieświadomie nauczycie się, jak budować tekst, żeby był przyjemny do czytania. Zobaczycie, jak najlepiej dzielić tekst, jak kończyć akapity i rozdziały. 


2. Systematyczność


     O. To o mnie.

Punkt powtarzany do bólu, jednak niezwykle ważny. Bez systematyczności nie ma bloga. Nie chodzi tylko o systematyczność w publikowaniu, ale też w pisaniu i w udzielaniu się w social mediach. Pewnie, można napisać raz w miesiącu kilkanaście postów i potem publikować je co dwa – trzy dni. Jednak wtedy się nie rozwiniecie, a warsztat pisarski stanie w miejscu. Sama wiem, jak ciężko wrócić do pisania po długiej przerwie. Pierwsze teksty są koślawe, ciężko wbić się w rytm i bawić słowem. Litery nie chcą się układać w słowa, a słowa w zdania. Ratowało mnie… pisanie pamiętnika. Takiego prawdziwego, w notesiku. Fakt, tu też systematyczność nie jest moją najmocniejszą stroną, ale jednak łatwiej zmotywować się do napisania paru słów, takich do szuflady, o swoich uczuciach, niż pocić nad sensownym artykułem.


 Fajnie jest mieć kilka postów napisanych na zaś. W sumie im więcej piszecie, tym lepiej. Te posty mogą Wam uratować tyłek, kiedy z jakiegoś naprawdę ważnego powodu nie będziecie mogli nic opublikować. Musicie jednak oprzeć się pokusie wykorzystywania ich bez powodu. Ja kiedyś przestałam robić zapasowe posty, bo wiedziałam, że będę je publikować dopóki się nie skończą, zamiast napisać coś nowego. Teraz próbuję innej metody – pisania przynajmniej jednego tekstu na dwa dni, a najlepiej jednego dziennie. 



3. Format tekstu.


     Bardzo ważna sprawa. Ustalmy raz na zawsze – jedyna dopuszczalna, nie męcząca oczu forma, to ciemne (najlepiej czarne lub ciemnoszare) litery na białym tle. To nie męczy oczu, dobrze wygląda i pozwala się skupić na tekście. Darujcie sobie też malutką, ozdobną czcionkę. Większa, prosta, jest dużo wygodniejsza w czytaniu. Na moim pierwszym blogu na białym tle królowały bladoróżowe literki. Sama nie wiem, czemu komukolwiek chciało się mnie czytać.


     Zwróć również uwagę na to, żeby tekst dobrze wyglądał na stronie – nie rozjeżdżał się poza wyznaczoną ramkę, nie nachodził na zdjęcia. Estetyka bloga to bardzo ważna sprawa, ponieważ to po wyglądzie tekstu większość osób zadecyduje, czy chce go przeczytać.      I nigdy, ale to nigdy, nie używajcie emotikon w tekście. Jeśli nie umiecie zaakcentować, że jakieś zdanie jest ironiczne bez używania „;)”, lepiej je sobie całkiem odpuścić. 



4. Zła promocja. 

        Promować bloga trzeba, jednak ważne, w jaki sposób to robimy. „Obs za obs” czy „kom za kom” tak bardzo teraz popularne, nie przysporzą Wam czytelników, a jednorazowych komentarzy od osób, które prawdopodobnie nigdy więcej do Was nie zajrzą i nawet nie przeczytały tekstu (lub przeczytały kilka losowych zdań, do których odnosi się komentarz). Za to możecie tym dużo stracić. Wartościowi czytelnicy często nie wejdę nawet na takiego bloga i nigdy nie będą traktować Was poważnie. Musicie się zastanowić, czy zależy Wam na autentycznych czytelnikach, czy liczbie nic nie wnoszących komentarzy pod postem.


     Inna rzecz, to komentowanie na innych blogach. O ile rewelacyjne jest napisanie wartościowego komentarza, o tyle publikując pod spodem link paradoksalnie zniechęcacie do wejścia na Waszego bloga. Wystarczy, że napiszecie go ze swojego profilu – większość blogerów sprawdzi, kto napisał im fajny i merytoryczny komentarz.


5. Brak zainteresowania blogosferą. 


     Do niedawna to był mój bardzo poważny błąd. Nie wiem czemu, wychodziłam z założenia, że moi czytelnicy nie są blogerami, że blogosfera gdzieś tam sobie jest, a ja będę po prostu pisać, w ogóle się w nią nie angażując. To błąd. Zakładając bloga stajesz się częścią blogosfery, czy tego chcesz, czy nie. Warto zorientować się, jakie zasady nią kierują, jakie blogi są najchętniej czytane i co najważniejsze – również zacząć je czytać. To nie tylko sposób na zyskanie sporego grona czytelników, ale też poznanie świetnych ludzi. Czytając inne blogi stajesz się bardziej świadomym blogerem. Widzisz, co przyciąga, co odrzuca, jaki układ strony najlepiej się sprawdza. 


      W końcu i ja to zrozumiałam. Dołączyłam do kilku fajnych grup dla blogerów, a także założyłam własną, dla rodziców, którzy prowadzą bloga. Dzięki zaangażowaniu się i czytaniu innych odkryłam kilka blogów, które pokochałam całym sercem (jak Niebałaganka czy Inne życie


6. Zdjęcia


     To bardzo, bardzo ważne. Można prowadzić bloga całkowicie bez zdjęć, jednak skoro mamy możliwość wzbogacenia tekstu grafiką, powinniśmy ją wykorzystać. Ludzie są wzrokowcami. O ile napisanie posta i wklejenie pod spodem dwudziestu zdjęć dziecka czy jednej stylizacji może nie być zbyt dobrze odebrane (wyjątkiem są tu zdjęcia opisywanych produktów, wtedy ludzie lubią obejrzeć je z każdej strony), o tyle wzbogacenie tekstu przyjemną grafiką jest bardzo wskazane. Umili czytanie i pozwoli zapamiętać naszego bloga. Zdjęcie nie musi być nawet jakoś szczególnie powiązane z treścią. Wystarczy, że się z nią nie gryzie i jest przyjemne wizualnie. Specjalnie dodałam dziś do posta zdjęcie kwiatka. To ważne też przy udostępnianiu. Zastanówcie się, ile razy kliknęliście w link, który nie miał żadnej miniaturki?


     Żeby grafika mogła być uznana za przyjemną, musi spełnić kilka warunków. Najlepiej, kiedy zajmuje całą szerokość tekstu. Wybierajcie zdjęcia poziome, zamiast pionowych. Tylko wtedy czytelnik może objąć całą fotografię wzrokiem, bez potrzeby przewijania strony. Najlepiej, gdyby zdjęcia były Waszego autorstwa, po delikatnym retuszu (tak, fotografia i podstawy retuszu, to kolejne umiejętności, które jako bloger powinniście opanować). Jest też pewna złota zasada: jaśniejsze zdjęcie zawsze lepiej będzie wyglądało na blogu. 


7. Nie poddawaj się.


     Będziesz na początku popełniać masę błędów (jeśli nie tych, to innych). Minie sporo miesięcy, zanim trafią do Ciebie pierwsi, prawdziwi czytelnicy – nie przejmuj się tym. W końcu praca się opłaci, Ty znajdziesz swój własny styl a obcy ludzie będą codziennie do Ciebie zaglądać tylko po to, żeby dowiedzieć się, co masz do powiedzenia na jakiś temat.