Follow my blog with Bloglovin

    Nie i już.  Nie będę z ubijania schabowych w niedzielę tworzyć filozofii życia, z mycia okien ulubionego hobby, z którym konkurować może tylko szykowanie mężowi obiadu z trzech dań do pracy. Niech koledzy zazdroszczą kobiety, a co!

    Lubię siebie taką, jaka się stworzyłam i sobie wypracowałam, przez te prawie już trzydzieści lat mojego życia. Lubię obijać się w łóżku z książką. Lubię spędzać godziny na sesjach zdjęciowych. A potem kolejne na retuszu. Lubię zarywać nocki na pisaniu kolejnych wypocin, które potem wciskam Wam do czytania.

 I chyba po części za to on mnie kocha. A przynajmniej lubię sobie tak usprawiedliwiać czytanie książki zamiast mycia naczyń. 


    Nie mam zamiaru krytykować kobiet, które uwielbiają spędzać czas na gotowaniu i sprzątaniu domu. Fakt, w moim mózgu nie umiem sobie pomieścić, jaką przyjemność można mieć ze zmywania czy mycia okien. Ale to, że ja nie umiem sobie czegoś wyobrazić nie znaczy, że tego nie ma. Gorzej gdy na tych nieszczęsnych garach, mopach i wyjściach na plac zabaw wszystko się kończy. Nie ma nic dalej, żadnej pasji, żadnych zainteresowań. Wtedy robi się to jakoś smutne.


    Obserwuję te wszystkie Mamy Na Pełen Etat i inne Matki Polki dumne z tego, że całe dnie spędzają na praniu, sprzątaniu, gotowaniu, zmienianiu pieluch. W międzyczasie może obejrzą jakiś serial albo przeczytają najnowsze posty na Facebooku. Potem wieczorem padają wykończone do łóżka mając przed oczami wizję kolejnego wspaniałego dnia spędzonego w ten sam sposób. Ostatnią myślą przed snem jest co zrobić jutro na drugie danie, bo przecież schabowy był wczoraj, gulasz w zeszłym tygodniu, a bigos w sobotę. Może szaszłyki? Czy czują się w tym spełnione? Nie chce mi się w to wierzyć.


    Wiem, że się od dziecka małym dziewczynkom powtarza, że powinny być strażniczkami ogniska domowego. Dbać o ten dom. Być w każdej chwili gotowe na test białej rękawiczki. Ale dom to nie cztery ściany, a ludzie, którzy w nim mieszkają. Tworzycie go razem i to jacy dla siebie jesteście i jak bardzo spełniacie się w waszym własnym życiu (bo każdy ma jakieś własne, nawet żyjąc razem)


    Przy ilości dostępnych nam rzeczy, przy możliwościach, które stwarza nam świat, nie wyobrażam sobie, jak można nie mieć czegoś, co całkowicie nas pochłonie. Można tylu rzeczy próbować, tyle stworzyć. Jak przy tylu opcjach można chcieć ograniczyć swój świat do ubijania schabowych?     Cholera, ja już tyle rzeczy kocham, tylu jeszcze bym chciała spróbować, że boję się, że zabraknie mi czasu.


    Jeśli jesteś jedną z tych kobiet i jesteś w tym szczęśliwa – cóż, to dobrze. Ale zastanów się, czy na pewno jest w tym Twoim życiu i obowiązkach miejsce dla Ciebie? Czy kładziesz się spać i wstajesz rano z myślą o garach, czy może z uśmiechem zadowolenia z siebie, bo zrobiłaś coś, co sprawiło Ci radość? Między serialem a scrollowaniem Facebooka sięgnij po kartkę i coś narysuj. Albo napisz. Spróbuj coś uszyć. Weź stary mebel i nadaj mu nowe życie. Zrób coś, czego do tej pory kompletnie nie robiłaś. Nawet jeśli wyjdzie Ci na poziomie przedszkolaka – nie przejmuj się.  Wśród miliona możliwości na pewno znajdziesz coś, czego robienie sprawia Ci przyjemność i pozwoli się wyrazić. Umiejętności przyjdą z czasem.


Daj sobie choć część tego, co dajesz innym.